31 styczeń 2008

James Duthie o szansach Sens na transfer

Co raz głośniej na około o potencjalnych gwiazdach, które mogłyby trafić do Ottawa Senators podczas trade deadline. James Duthie, pracujący dla TSN i piszący blog na stronach Ottawa Citizen ocenia prawdopodobieństwo przyjścia którejś z największych gwiazd do stolicy Kanady. Trudno nie zgodzić się z oceną Duthiego, szczerze mówiąc, mam wrażenie, że żadne wielkie nazwisko nie trafi w lutym do stolicy Kanady... A jakby nie patrzeć, będzie to test dla Bryana Murraya, który sceptycznie podchodził do asekuracyjnej polityki transferowej swojego poprzednika.
sixth sens

Opery mydlanej ciąg dalszy...


[Kończ Waść, wstydu oszczędź; foto: getty images]

Z Ray’em Emerym wyszło jak wyszło. Klub nie mógł go zawiesić, nie mógł również nałożyć znacznie wyższej kary finansowej od tej, którą narzucił zawodnikowi. Bryan Murray był porządnie rozsierdzony zachowaniem zawodnika, rozważał nawet zesłanie do AHL jednak zarówno współpracownicy, jak i prawnicy klubu ostrzegali przed ewentualną reakcją NHLPA… Związki zawodowe rządzą wszędzie…

Bardziej elektryzującą informacją była ta podana przez sportsnet.ca, jakoby bramkarz miał prosić w trakcie sezonu o transfer, jako najlepsze rozwiązanie dla klubu i jego samego. Od tego czasu opera mydlana trwa dalej, Emery zaprzecza, mówi, że czuje się dobrze w Ottawie i, że choć nie akceptuje roli zmiennika, chce pozostać w klubie.

Szczerze mówiąc cała sytuacja zaczyna mnie męczyć. Doceniam to, co zrobił w zeszłym sezonie Emery, ale w tej chwili oczyściłbym atmosferę i zrobił wszystko, aby go wytransferować. Choćby za picki czy worek krążków. Przynajmniej uwolniłoby się trzy miliony dolarów z budżetu. Plotek oczywiście jest niezmiennie dużo o tej porze roku, słychać o Patricku Marelau, Ericu Cole’u, Danie Boyle’u czy Vaclavie Prospalu. A propozycja Iana Mendesa ze sportsnet.ca rozłożyła mnie na łopatki.

Ciekawie o Emerym pisze natomiast James Gordon w swoim blogu na stronie Ottawa Citizen. Zastanawiam się, jak Wy odpowiedzielibyście na zadane przez niego pytanie?

Swoją drogą, Emery pojawił się na ostatnim treningu około pół godziny wcześniej... Znajduje się jednak w paradoksalnej sytuacji. John Paddock nie zamierza zmieniać polityki, wygrywasz - grasz kolejne spotkanie. Emery nie zagra więc z Boston Bruins, ale zapewne po cichu liczy, że Martin Gerber nie zatrzyma - szczególnie wobec absencji Daniela Alfredssona - Niedźwiadków. Śmiesznie trochę... Inna sprawa, że polityka ciągłej gry jednym bramkarzem, nawet w przypadku samych zwycięstw, nie jest najlepsza. Każdy musi kiedyś odpocząć.
sixth sens

29 styczeń 2008

Sundin w Ottawie?


[Czy obaj panowie zagrają w jednym klubie?; foto: thehockeynews.com]

Mecz Gwiazd za nami, za nami również – dla wielu kibiców zapewne ważniejszy – mecz z Tampa Bay Lightning i najlepszy wynik w karierze Daniela Alfredssona. Siedem punktów, hat-trick, cztery asysty, gol w osłabieniu, gol w przewadze i w pełnych składach.

Z doskonałym występem Alfredssona miałem trochę zabawy, taka śmieszna anegdota. Aktywnie gram w Fantasy Hockey na Yahoo. Mój zeszłotygodniowy rywal miał w składzie Alfiego, Jasona Spezze oraz Wade’a Reddena. Prowadziłem w ciągu całego tygodnia znacznie [11-3], ale różnice w poszczególnych statystykach były niewielkie. Obserwując mecz z jednej strony kibicowałem Ottawa Senators, z drugiej z każdą chwilą moje przerażenie rosło, obserwując zmiany w statystykach, dzięki rewelacyjnemu występowi Sens, Alfiego a także pozostałych zawodników. Mój – mam go w składzie – Dany Heatley pozostaje kontuzjowany.

Największe emocje budzą jednak dwie informacje, dwóch zawodników. Mats Sundin i Ray Emery. Ten pierwszy, kapitan Toronto Maple Leafs chętnie widziany byłby po trade deadline w wielu drużynach. Alfredsson zapytany przez dziennikarzy, którego ze swoich rodaków chciałby widzieć w składzie Sens przed playoff, Sundina czy Petera Forsberga bez wahania odpowiedział, że tego pierwszego.

I just know how desperate he is to win. He would love to win a Stanley Cup, I know that for sure. We’ll see what happens. Of course, Mats has to want to come, but obviously we’re one of the better teams.

Wszystko to ciekawe i zabawne. Alfie jest wrogiem publicznym numer jeden w Toronto, Sundin podkreśla, że nie zamierza nigdzie się ruszać z Toronto i, że ewentualny sukces i zdobycie Pucharu Stanleya z drużyną, z którą było się dwa miesiące nie ma żadnej wartości. Prawda. Prawdą również jest, że cena za Szweda byłaby makabryczna, ciekaw tez jestem, jak ewentualne przenosiny przyjęliby kibice Leafs. Wydaje mi się, że akurat kibice Ottawy nie mieliby większych obiekcji. Z drugiej strony, Sundin mógłby trafić do jakiejkolwiek drużyny, jeśli dałby się przekonać, że jego wypożyczenie – bo o niczym innym nie może być mowy w jego przypadku – będzie najlepszym rozwiązaniem dla organizacji. Warto jednak pamiętać, że ta właśnie pewność, że Mats wróci do składu Leafs z początkiem przyszłego sezonu znacznie obniża jego wartość.

Jeszcze więcej – przynajmniej przez kilka kolejnych dni – będzie mówić się o Emerym. Bramkarz Sens ostatni weekend spędził w Las Vegas i na trening w Nowym Jorku spóźnił się cztery minuty. Niby nic, ale to nie pierwszy raz. Tym bardziej, że wszyscy zawodnicy zjawili się w Nowym Jorku trzy godziny przed zaplanowanym treningiem. Emery pojechał na lodowisko bezpośrednio z lotniska. Zawodnik nie został dopuszczony do treningu, grozi mu również zawieszenie przez klub bez wypłaty uposażenia. Emery próbował tłumaczyć się ze spóźnienia pomyleniem lodowisk, na którym miał odbyć się trening.

John Paddock zapytany przez dziennikarzy o tę sytuację powoli dobierał słowa i unikał komentarza:

I don't want to make any comment on it right now. We were going to go on the ice at 4 p.m. and when he wasn't here, then it's done with and it's done with until I talk to Murray and we both talk to Emery... I don't know.

Sam główny zainteresowany obserwował trening kolegów, opuścił budynek jednak 45 minut przed końcem treningiem. Prasa szeroko spekuluje, że to może być koniec Emery’ego w Ottawie.
sixth sens

21 styczeń 2008

Alfie wracaj!

Fatalnie wyglądali gracze Ottawa Senators w pojedynkach z Tampa Bay Lightning i Philadelpia Flyers. Bardziej boli na pewno ta druga porażka, irytuje mnie jednak zarzut – stawiany przez kibiców oraz co poniektórych dziennikarzy – że nikt nie wziął odwetu za zagranie na Deanie McAmmondzie… Głupota, napędzanie spirali do niczego nie prowadzi. Inna sprawa, że pewnie do rewanżu mogłoby dojść, ale tylko i wyłącznie w Scotibank Place.

Na szczęście już w spotkaniu z Florida Panthers będzie w składzie Daniel Alfredsson. Bez niego i bez kontuzjowanego Dany’ego Heatleya gra Sens tylko w meczu z Carolina Hurricanes wyglądała przyjemnie, choć również bez większej rewelacji. Dobrą informacją jest również to, że Heatley już samodzielnie pojawia się na lodzie i może okazać się, że wróci do składu wcześniej niż wcześniej prognozowano.

Martwi jednak, co innego. Bez Alfredssona, nie mówiąc już o Heatley'u Sens wyglądają bardzo słabo. Tylko w meczu z Hurricanes pokazali się Antoine Vermette czy Chris Kelly. Ten drugi trafil do bramki Flyers, jednak od obu oczekuje się, że właśnie teraz - gdy kontuzjowani są czołowi zawodnicy klubu - wezmą ciężar gry na swoje barki. Podobnie rzecz ma się z Mikiem Fisherem czy Patrickiem Eavesem. Słabo to wygląda, jak nie ma 2/3 Pizza Line...
sixth sens

17 styczeń 2008

Hossa na celowniku...

O kontuzjach i występach w tym sezonie przeciwko Washington Capitals nie ma co wiele mówić. Z Danym Heatley’em dobre jest to, że sześć tygodni przerwy przyszło teraz, na tym etapie sezonu, a nie tuż lub w trakcie playoff. Może po takiej długiej przerwie, pierwszej w barwach Ottawa Senators, Heatley będzie tak głodny hokeja, że wróci z impetem. Szkoda tylko, że nie będzie szansy na kolejny sezon z 50 golami. Tego mi żal naprawdę najbardziej. Dany zasłużył na taki rekord.

Mecze z Capitals… prasa w Kanadzie już pisze, że powinniśmy się modlić, aby nie trafić na Stołecznych w pierwszej rundzie playoff. Bez przesady. Martwić będziemy się, jak do tego dojdzie. Playoff rządzą się swoimi prawami.

Ciekawe jest natomiast, co innego. Coraz częściej pojawiają się plotki, że przed deadline Sens i Bryan Murray sięgnęliby chętnie po Mariana Hossę. Kosztować to będzie na pewno pierwszą rundę, pytanie tylko kogo jeszcze. Bo, że jakiś gracz powędruje do Atlanty to pewne. Pytanie pozostaje otwarte, jaka będzie cena za wynajęcie Hossy. Bo będzie to wynajem, nic więcej. Zastanawiam się czy Don Waddell nie będzie miał oporów z transferem Hossy do Ottawy, czyli tam skąd przyszedł Słowak.

Co ciekawe, jeden z tzw. league executive miał powiedzieć coś, co dokładnie wpisuje się w moje postrzeganie Słowaka, którego – tak na marginesie – bardzo lubię:

Look, Hossa is a strong player in the league and a power forward in every sense of the word. But I'm not sure if he's a franchise player and the type of guy that you build your team around.

Ja mam nawet wątpliwości odnośnie tego power forward. Słowak to dla mnie genialny technik, rewelacyjny snajper. Spokojnie stać go na 50 bramek w sezonie i ponad 100 punktów. Tylko, że gdy przychodzą playoff Hossa gaśnie. Punktowo nie wyglądało to może najgorzej, ale ostatnie playoff pokazały, że Słowak traci mocno na wartości, gdy walczymy o Puchar Stanleya. A cena za Hossę będzie przerażająca…
sixth sens

10 styczeń 2008

Tydzień w Kanadzie /2/

Miejsce, które każdy kibic hokeja na lodzie, szczególnie tego w wydaniu NHL, powinien odwiedzić? Hockey Hall of Fame w Toronto. Nie da się ukryć, że to świątynia dla każdego kibica. Samo słowo świątynia niekoniecznie do końca oddaje charakter HHOF, porównałbym to raczej do nowoczesnego, multimedialnego centrum – nawet słowo muzeum wydaje się nieodpowiednie.



Muszę przyznać, że sama lokalizacja HHOF była dla mnie zaskoczeniem. Nie chodzi o to, że leżała w centrum Toronto, ale o fakt, że nie był to w pełni osobny budynek, tylko tętniący życiem biurowiec. I to nie taki, który kojarzymy z polskich miast, ale powiedziałbym ogólnodostępny, co akurat w Kanadzie – o czym będę jeszcze miał okazję pisać przy okazji przedstawiania zdjęć z Ottawy – wydaje mi się normą. Wszyscy i wszędzie mają dostęp.

Miłe wrażenie zrobił na mnie również człowiek sprzedający bilety wstępu. Nie było już wtedy dla mnie zaskoczeniem, to że oprócz przyjęcia gotówki zagadnął, przyjemnie jednak zrobiło się, jak zainteresował się skąd się przyjechało. Przyjemność – chyba nawet większą – sprawił mi widok jego zdumionej twarzy, jak powiedziałem skąd przyjechałem.

Nie będę opisywał poszczególnych stref HHOF, jak widzicie usilnie unikam słowa muzeum, napiszę jednak kilka słów o tym, co zrobiło na mnie największe wrażenie. Już samo wejście i prezentacja oryginalnych masek, w których mieli okazję występować między innymi tacy zawodnicy, jak Jacques Plante, Grant Fuhr czy Ken Dryden powoduje dreszczyk emocji i gęsią skórkę. Kolejne przyjemne wrażenie, które powoduje, że człowiek przenosi się nieco w inną rzeczywistość to wejście do NHL ZONE, które strzeżone przed dwa posągi hokeistów przynosi na myśl scenę z Władcy Pierścieni i Argonath, Kolumny Królów. Dziwne skojarzenie? Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć.

Podobało mi się również to, że obok historii hokeja pokazano historię rozwoju transmisji radiowych, przez chwilę można było wcielić się w rolę komentatora radiowego lub reżysera transmisji telewizyjnej. Można było usiąść na ławce szatni Montreal Canadiens. Oryginalnej, przeniesionej specjalnie do HHOF. Krążki, bilety, trykoty, łyżwy. Wszystko związane z NHL, z grającymi w lidze gwiazdami. Niemal – bo przez szybę – na wyciągnięcie ręki.

Dotknąć jednak można było Pucharu Stanley’a. Sam Puchar, jak również nagrody dla najlepszych zawodników znajdowały się w sporej sali, której sufit rzeczywiście wyglądał, jakby przeniesiony ze świątyni. Trudno było uwierzyć, że dotykałem Pucharu, który wznosił nad głową jeszcze niedawno Scott Niedermayer

Galeria zdjęć.
sixth sens

09 styczeń 2008

Podsumowanie, którego nie ma

Wszyscy, począwszy od dziennikarzy poważnych tytułów, poprzez brukowce i wszelkiej maści bloggerów podsumowują pierwszą część sezonu. Jakoś przez przekorę, a także z powodu znudzenia wszelkimi ocenami nie zamierzam podsumowywać pierwszych 41 meczów Ottawa Senators.

Mógłbym pisać na ten temat długo, oceniać każdego zawodnika, poszczególne spotkania i dyspozycję. Wybierać MVP na półmetku, gdybać co stanie się z bramkarzami, czy dobre były ruchu Bryana Murraya i tak dalej. Parę słów napiszę jednak o największym w moim odczuciu rozczarowaniu i niespodziance. Również jednak w kilku słowach.

Rozczarowanie to przede wszystkim Ray Emery. I nie mam tutaj na myśli słabszej postawy, jako sportowca. Ta zdarza się każdemu i po prostu trzeba sobie z nią poradzić. Jednym zajmuje to więcej czasu, innym mniej. Ale nie w tym nawet rzecz. Dla mnie Emery jest największym rozczarowaniem, jako człowiek. Póki grał dobrze jego gwiazdorstwo nie raziło aż tak bardzo. Ale jeśli jednak forma jest słabsza i odstawa się takie fochy, jakie mamy wszyscy okazje oglądać – ostatnio choćby bójka z Brianem McGrattanem – to naprawdę ręce opadają. Wiem, wyidealizowałem sobie moich Senators, ale w porównaniu do takich graczy, jak Daniel Alfredsson, Mike Fisher, Chris Phillips czy Wade Redden, to postawa Emery’ego jest żałosna.

Trudno mi jednak mówić o zaskoczeniu. Bo w zasadzie – ale to zabrzmi – spodziewałem się tego, co obecnie mamy. Wierzyłem w Martina Gerbera, wiedziałem, że nasza największa trójka będzie NAJWIĘKSZA, domyślałem się, że gorzej będzie z tzw. ‘secondary scoring’, liczyłem, że Redden zacznie przypominać zawodnika sprzed dwóch lat. Być może największym zaskoczeniem dla mnie – będę namolny – jest postawa Alexandra Nikulina. Do Rosjan w Ottawie zraziłem się mocno, a tu proszę, jest młody chłopak, który nie gloryfikuje tylko ligi rosyjskiej, który chce się uczyć i zgadza się na grę w AHL. Zaskoczenie.

Tak abstrahując od tematu powyżej, Alfredsson choć czterokrotnie brał udział w All Star Game po raz pierwszy w karierze został na tyle doceniony, że zagra w wyjściowym składzie. To pierwszy gracz Sens, którego spotkał ten zaszczyt. Szwed zbiera owoce swoich występów w zeszłorocznych playoff. Zaskoczenie? Niespodzianka?
sixth sens

07 styczeń 2008

Canadiens: Problem Price'a

W tym sezonie, jak chyba w żadnym dawno, sporo kontrowersji wzbudzają bramkarze. O sytuacji w Ottawa Senators pisałem już tyle, że nie będę nawet wspominał. Ciekawie jest jednak również w innych drużynach. Huśtawkę nastrojów maja kibice Nashville Predators, gdzie rewelacyjnie sezon zaczął Chris Mason – zachęcając niektórych kibiców do zadania pytania Tomas Who? – aby niemal chwilę później straszyć swoimi występami. Pojawił się Dan Ellis, teraz rewelacyjnie pod nieobecność Marca-Andre Fleury w bramce Pittsburgh Penguins spisuje się Ty Conklin. A przecież jeszcze jest kilka klubów, w których sytuacja na bramce jest ciekawa, żeby wymienić choćby rywali z Northeast Division: Toronto Maple Leafs czy Boston Bruins.

Osobiście z dużym zainteresowaniem obserwuje to, co dzieje się w innej ekipie z dywizji, Montreal Canadiens. Kanadyjczycy postawili na młodego Carey’a Price’a. Zdobywca Calder Cup z Hamilton Bulldogs dosyć często w tym sezonie staje między słupkami bramki Habs i trzeba przyznać, w wielu meczach staje na wysokości zadania. Numerem jeden powinien jednak zostać Christobal Huet, a już, co bardziej gorące głowy rzucały pomysły oddania doświadczonego bramkarza. Prawdą jednak jest, że Montreal ma pewien problem. Bo, co innego zaczynać sezon z młodym bramkarzem, co innego rozegrać drugą część sezonu, kiedy ważą się lody występu w playoff.

A Price oprócz świetnych meczów, pokazuje – co zrozumiałe – problem z utrzymaniem stałego poziomu. I tu może pokazać się pewien problem. Huet i Price podzielili się dotąd niemal połową występów, ale teraz każde potknięcie może kosztować drużynę Guy’a Carbonneau ważne punkty. Kłopot w tym, że trzymanie Price’a teraz na ławce nie jest najlepszym rozwiązaniem. On musi grać. Może więc nie trzeba było w ogóle w tym sezonie stawiać na młodego bramkarza?

Ostatnio porażka Price była jego trzecia z rzędu i siódmą w ostatnich dziesięciu meczach. W tych trzech meczach Price tracił średnio cztery gole na mecz przy procencie wybronionych strzałów na poziomie 85 proc. W sezonie jest lepiej, statystyki nie są złe, ale pojawia się pytanie, co jest lepsze dla drużyny i samego zawodnika. Price musi grać więcej, aby stale się rozwijać. Canadiens jednak nie mogą przegrywać, a występy młodego Kanadyjczyka nie gwarantują w tej chwili sukcesów. Koło się zamyka. A Price – co według mnie byłoby najlepszym rozwiązaniem – powinien grać jeszcze w AHL.

Ciekawe, jak zachowają się Canadiens…
sixth sens

04 styczeń 2008

Nikulin bloguje /ciąg dalszy/

Obiecałem swego czasu, że postaram się opisywać moje odczucia po wycieczce do Kanady. Przypominacie mi o tym różnymi sposobami dość wyraźnie, proszę jednak jeszcze o kilka dni zwłoki. Postaram się w przyszłym tygodniu napisać część drugą – tym razem o wizycie w Hockey Hall of Fame – i dorzucić całą masę fotek. A rzeczywiście było, co oglądać. Czuć było historię, a sam Puchar Stanley’a – ogólnie dostępny – stał w miejscu, które spokojnie można byłoby określić mianem sanktuarium.

Regularnie wracam również do Alexandra Nikulina. W jednym z wpisów Rosjanin pisał o pierwszej w swojej karierze z Ameryce bójce:

And another game I even had a fight. Although, it’s hard to call that a fight. An opponent was skating behind me, tugging at the jersey, saying something. It was obvious he wanted to fight. I turned and hit him. He fell at once. Interestingly, the referee didn’t even call me for a minor penalty.

Nie ukrywam, że nieźle mnie rozśmieszył ten wpis. Wyobraziłem sobie przejaskrawiona sytuację, w której rywal podjeżdża do Nikulina, pociąga go za rękaw i mówi, że ma rozwiązana łyżwę. Alex niewiele myśląc – i niewiele rozumiejąc – popycha rywala, uderza go w twarz, obala na lód.

Nikulin również nie ukrywa, że gra z kolejną kontuzją, wcześniej jednak już mówił, że będzie musiał się do tego przyzwyczaić:

I received another injury, but I continue playing. There was a collision and I damaged the left wrist, so sometimes it’s difficult to take a shot. But I finished that game and even had an assist. I spoke with the physician, but he just wrapped my hand and that’s it. So I have to apply gel myself at home.

Ciekawie jest również w Ottawa Senators. Do składu powraca Anton Volchenkov, do AHL zostaje odesłany Nick Foligno, ale pozostaje z Sens Cody Bass. Christoph Schubert ponownie zagra na skrzydle czwartej formacji, zapewne właśnie z Bassem w linii. Defensywa także ze zmianami. Pierwsza para, bez zmian, czyli Chris Phillips i Volchenkov, jednak w drugiej jest już zmiana. Wade Redden i Joe Corvo [prawda, że szalenie ofensywnie?], trzecia to Luke Richardson i Andrej Meszaros
sixth sens

03 styczeń 2008

Paddock wśród gwiazd

John Paddock stanie za ławką trenerską ekipy gwiazd Konferencji Wschodniej. Niby nic wielkiego, żaden wybór jakiegoś szacownego grona, zwykła arytmetyka. A jednak jakoś sprawia mi frajdę myśl, że trener w pierwszym sezonie swojej pracy z drużyną – co prawda ukształtowaną i dobrą, nie ma co tego ukrywać – jest w stanie osiągnąć tak dobry wynik. Sam Paddock nie ukrywa, że możliwość obcowania z największymi zawodnikami NHL, choćby przez tak krótki okres, będzie dla niego miłym przeżyciem.

It's certainly a very exciting thing, to have an opportunity, on a short-term basis in sort of a fun game, to be around some of the most talented players in the game and the Word. It's a lot more of what we have here. We have three or four players here that are premier players, and now I'm going to be around a lot more of those guys.

Składy wyjściowe zostaną podane do wiadomości publicznej już na dniach, bardzo prawdopodobne, że znajdzie się w nim Daniel Alfredsson. Mam nadzieje, że jeszcze kilka nazwisk z Ottawy znajdzie się w składzie gwiazd Konferencji Wschodniej.

Rok zaczęliśmy tak, jak go zakończyliśmy. Słabo, humor popsuli nam Washington Capitals, którzy pozostają jedyną ekipą tego sezonu, która ewidentnie potrafi wygrać z Ottawa Senators. Martin Gerber chyba nie będzie chciał już grać w meczach przeciwko Caps… 37 strzałów i 10 straconych goli. Porażki to jednak nie tylko wina bramkarza, jednak całej ekipy, a przede wszystkim defensywy. Na szczęście na piątkowy mecz wraca Anton Volchenkov. Rosjanin nie zagrał w 15 spotkaniach z powodu złamani palca u ręki i choć nie czuje się jeszcze w pełni zdrowy, wraca do gry. A to, jak ma zamiar grać strasznie mi się podoba:

It's still a little sore, but I'm going to play. I'll block shots every game. There will be no big change in my game.

Z powrotu Rosjanina cieszy się również Gerber:

It's definitely fun to see him coming back. If he's on, and you see him go to block a shot, you know it's going to be blocked. He usually doesn't miss when he's on.

Jakby nie patrzeć, ja też się cieszę z powrotu Volchenkova. Na koniec ciekawostka, we wczorajszym opcjonalnym treningu uczestniczył Ray Emery i raz jeszcze był pierwszy na lodzie. I co równie ciekawe,jak śmieszne nie przyjechał na trening swoim Hammerem czy Lamborghini ale na skuterze…
sixth sens