31 maj 2006

Redden na pierwszy ogień

John Muckler szykuje się do rozmów z Wadem Reddenem. Jak piszę Bruce Garrioch z Ottawa Sun do rozmów obu stron ma dojść już 1 czerwca w Toronto. Czas najwyższy, bo zapewne negocjacje nie będą ani łatwe, ani krótkie. A czas nagli, bo według nowej CBA ewentualny kontrakt musi zostać podpisany do 15 czerwca. Po tej dacie kluby mogą rozmawiać ze swoimi zawodnikami, ale nie jest możliwe już podpisanie nowych kontraktów do 1 lipca.

Sens mają zaproponować Reddenowi długoletni kontrakt. Mówi się, że Muckler będzie musiał odpowiedzieć na propozycję zawodnika – ponoć kwotę rzędu 6,25 miliona za sezon. To sporo, zważywszy jednak na kontrakt Richardsa i to, że ponoć za Zdeno Charę New York Rangers są gotowi wyłożyć nawet 8 milionów, może nie być łatwo. Czy zawodnik i jego agent nie będą chcieli ugrać więcej? Inna sprawa, że według mnie negocjacje z Reddenem będą znacznie łatwiejsze niż z Charą. Problemem mogą być jedynie powtarzające się plotki, o tym że Redden ponoć myśli o powrocie w rodzinne strony. A najbliżej byłoby do Edmonton Oilers…

Kolejna plotka… jeśli nie uda się zatrzymać żadnego z naszych obrońców, Sens mają starać się o Eda Jovanovskiego z Vancouver Canucks.

I jeden fakt… Jason Spezza poddał się operacji pleców. Ponoć przez całe playoff Spezza odczuwał ból pleców.
sixth sens

22 maj 2006

Redden, Chara: kontrakty po 6 milionów?

Dziś będzie krótko. Rzecz o dwóch zawodnikach, dzięki którym w przerwie między sezonami będzie głośno o Ottawa Senators. Rzecz jasna chodzi mi o Wade’a Reddena i Zdeno Charę.

Ten drugi nie wystąpił na Mistrzostwach Świata tłumacząc, że nadal nie doszedł do sprawności po kontuzji dłoni. Potwierdziły się tym samym informację, że Słowak grał w playoff z kontuzją. Napawa mnie to niestety nie ulgą, a złością. Złością za tę nieszczęsną bójką z Cairnsem.

Wade Redden. Dla mnie priorytet dla Ottawy. Nie spodziewałbym się jednak, że Reds podpisze kontrakt przed pierwszym lipca. Wcześniej nie da rady. Redden nadal rozpamiętuje porażkę z Buffalo i nie kryje złości. Chcę mieć szansę walki o Puchar Stanley’a. Pożyjemy zobaczymy. Będzie nerwowo, jak czuje. Redden chce grać w Ottawie, chce walczyć o Puchar, chce jednak zobaczyć, jakie oferty złożą inne drużyny.

Muckler powiedział prasie, że Sens stać, aby obu graczom zaproponować kontrakty w przedziale 5-6 milionów dolarów.
sixth sens

17 maj 2006

Mój głos w ogólnej fali krytyki

Mamy kilka sygnałów z Ottawy, które dają nam podstawę do pewnego spokoju. Na konferencji prasowej kończącej oficjalnie sezon dla Ottawy, John Muckler – menedżer Senators – odpierał ataki dziennikarzy. Muszę przyznać, że w większości to, co powiedział mnie przekonuje. Oczywiście – każdy ma swoje zdanie, ilu ludzi, tyle zdań – ja jednak w przeciwieństwie do wielu kibiców i dziennikarzy z Kanady nie zwalniałbym Mucklera z jego posady.

Niepokojące jest dla mnie jednak, co innego. Być może jedynie teraz spekuluje, zastanawiam się czy nie ma niewielkiego konfliktu pomiędzy Mucklerem a Bryanem Murray’em – trenerem Senators. Ten drugi powiedział, że nie widzi już miejsca dla Dominika Haska w przyszłym sezonie, pierwszy nie zamyka jednak sprawy definitywnie, chcąc najpierw porozmawiać z 41-letnim bramkarzem.

Nie podoba mi się jednak cała nagonka na Mucklera. Oczywiście – cześć zarzutów, jakie stawiają kibice i prasa jest zasadnych, nie wszystkie jednak do mnie trafiają. Pierwszy zarzut, który jest wysuwany przez tych najmniej rozgarniętych to podjęcie decyzji o zatrudnieniu Haska. Krytycy podkreślają, że ryzyko było zbyt duże, że trzeba było pomyśleć wcześniej. Tylko kurcze, założę się, że po połowie sezonu w wykonaniu Haska obecni krytycy siedzieli cicho. Jedyne, do czego można mieć zastrzeżenie to decyzja o startowaniu w playoff tylko i wyłącznie z Ray’em Emerym. Morrisona nie liczę – nie miał nawet okazji porządnie pograć w Ottawie. I to mnie także nieco dziwi. Czyżby Murray nie akceptował rozwiązania Mucklera? Przed trade deadline można było postarać się poszukać pewniejszego bramkarza, bardziej doświadczonego. Jak jednak mówił wczoraj na konferencji Muckler – nie było wielkiego wyboru. Roloson, o którego pytali dziennikarze, był dostępny, ale w zamian Wild żądali wybór w pierwszej rundzie draftu. A już wcześniej jasne było, że Sens nie oddadzą nikomu wyboru w pierwszej rundzie, jeśli nie będzie pewności, że pozyskanego zawodnika uda się zatrzymać w klubie. Zła polityka? Chyba dobra. Już teraz kibice Oilers mówią, że Roloson i Samsonov niemal na pewno nie pozostaną w drużynie… Menedżer uznał, że Emery jest najlepszym rozwiązaniem, wciąż wierząc, że Hasek wróci. Naiwność? Być może.

Wracając do Haska. Jedyna sytuacja, w której sam poddam krytyce działania Mucklera będzie ponowne podpisanie kontraktu z Dominatorem. Zaryzykowaliśmy i chwała menedżerowi za taki krok i za kontrakt, jaki podpisał z czeskim bramkarzem. Nie straciliśmy tutaj nic. Jednak pozostanie Haska w drużynie na kolejny sezon chyba nie będzie najlepszym posunięciem. Warto już to uregulować. Pozyskać bramkarza, który pozostanie w klubie na dłużej, gracza, wokół którego można budować drużynę, nie myśląc wciąż o problemie na bramce. Chciałbym widzieć jeszcze Haska odnoszącego sukcesy, pokazał się w Ottawie świetnie, chyba jednak już nie jest czas, aby raz jeszcze podejmować ryzyko.

Podoba mi się w Mucklerze również to, że stanął w obronie swoich graczy. Alfredssona, Heately’a, Spezzy czy Haska. To dobry znak. Są tacy, którzy dowodzą, że czeski hokeista symulował kontuzję. Dobrym znakiem jest również to, że Muckler i Makar nie zamierzają podejmować pochopnie decyzje. Mają czas.

Kibice jednak nie zapominają Mucklerowi złych w ich mniemaniu decyzji kadrowych. Wypominają pozyskanie deVriesa, narzekają na wymianę Hossa – Heatley dowodząc, że oddaliśmy świetnego two-way gracza za strzelca w sezonie regularnym, że ściągnęliśmy nieprzydatnego na razie Tylera Arnasona z Chicago Blackhawks. Kibicom polityka drużyny się nie podoba. Dla nich – odnoszę wrażenie – ważny jest jednorazowy sukces. Oni chętnie zrobiliby krok, aby tylko wynająć zawodnika. Zapłacić dużą cenę – jak Carolina Hurricanes – aby tylko w drużynie grały wielkie i sprawdzone nazwiska. Zastanawiam się, co stałoby się, gdyby Muckler oddał wysokie wybory w drafcie, Bochenskiego i jeszcze kilku zawodników [Vermette na przykład] i pozyskał Weighta czy Recchciego, a Sens odpadliby podobnie jak teraz w drugiej rundzie. Znów polałaby się fala krytyki. I tak źle, i tak nie dobrze. Krytyka sięga dalej. Smolinskiego, braku klasowego środkowego do drugiej linii etc. Dla mnie jednak pozyskiwanie jakichkolwiek graczy w marcu to ryzyko. Uda się, nie uda się. I ponoszenie ogromnych kosztów licząc, że się uda jest dla mnie mimo wszystko zbyt dużym ryzykiem. Może nie nadaję się na menedżera, mam jednak wrażenie, że wielu wystarczy tylko aktywność menedżera. Muckler już raz próbował pozyskać klasowego gracza. Bondrę. Wszyscy piali z zachwytu. Nie wyszło. I teraz, za Bondrę też jest krytykowany.

Muckler na konferencji prasowej powiedział, że Arnason był trzecim na liście. Wcześniejsze miejsca zajmowali Jokinen i McCauley.

Odnoszę jednak wrażenie, że zmian nie będzie wiele. Muckler i Murray pozostaną na swoich stanowiskach. Teraz wiele zależy od Melnyka, nie wierzę jednak, że ten podejmie jakiekolwiek decyzje personalne dotyczące zarządu klubu. Nie będzie raczej żadnych nacisków. Zapowiadane są zmiany w składzie, nie spodziewałbym się jednak jakiś rewolucji. Osobiście nie wierzę, że uda się zatrzymać Charę, może jednak warto zastosować casus Mariana Hossy? Chciałbym, aby w drużynie pozostali Redden, aby nie myślano o transferze Phillipsa czy Meszarosa. Myślę jednak, że Volchenkov może być częścią jakiejś wymiany, jeśli będziemy chcieli pozyskać jakiegoś bramkarza. Chyba, że uda się wplątać w wymianę za bramkarza Charę. Chciałbym widzieć u nas Spezzę i Havlata. Obu najlepiej na długo. Obawiam się jednak, że w przypadku tego drugiego mogą tradycyjnie być problemy. Tym bardziej, że Czech ma prawo do arbitrażu. Jeśli do niego dojdzie, obawiam się, że będziemy świadkiem transferu Mach9. A mimo wszystko byłoby szkoda. Osobiście nie będę płakać po Smolinskim. Spodziewam się jednak, że Smoke pozostanie z nami.

Jedno nie ulega wątpliwości. Będzie ciekawie.
sixth sens

15 maj 2006

Kibice nie chcą Alfredssona

Nie chce komentować. Przynajmniej na razie. Chętnie dowiedziałbym się, jakie jest Wasze zdanie. Na stronie Ottawa Sun dziennik umieścił sondę. Jak na razie odpowiedziało 310 osób.

Gazeta pytała, kto w przypadku decyzji klubu o większych zmianach, spektakularnych ruchach [change the face of the franchise] powinien opuścić klub. Jak sądzicie, kto jest na czele? Daniel Alfredsson [42%]. Kolejne miejsca zajmują: John Muckler [27%], Zdeno Chara [19%], Jason Spezza [6%] i Bryan Murray [5%].

Jakie jest Wasze zdanie?
sixth sens

Dzięki Sens

Sezon dla Ottawa Senators już się skończył. Przegraliśmy w drugiej rundzie z Buffalo Sabres, a kluczem do zwycięstwa Szabel jak dla mnie był pierwszy mecz. Nie wracajmy jednak do tego, co było. To już za nami.

Przede wszystkim jestem mocno zaskoczony cała nagonką mediów na Senators. Najpierw media rozdmuchały balonik, teraz mają kolejny temat. Było jak zawsze. Cholera, kiedy byśmy nie odpadli zawsze byłoby źle. Media, kibice w Ottawie nie zaakceptują nic innego jak tylko Puchar Stanley’a. Zastanawia mnie, że takiej tragedii nie robiło się w przypadku porażek Canucks, Canadiens, Red Wings, Devils, Flyers… Ich kibice i media potrafili podejść do całej sytuacji ze znacznie większym rozsądkiem. Nie rozumiem wszystkich stwierdzeń, że to było ten rok dla Sens, że jak nie teraz, to nigdy. Głupota.

Głupotą jest dla mnie także cała nagonka na klub. Nagonka tych, którzy powinni być z klubem. Kibiców. Oczywiście jakieś zmiany będą, zawsze są. Czasem bardziej potrzebne, czasem mniej. Irytuje mnie jednak wieszanie czarownic. Kibice z Kanady najbardziej obwiniają za porażkę Alfredssona. Bo kapitan, bo nie grał tego, co w sezonie zasadniczym. Już go wyrzucają z drużyny. A jak zostanie, to od początku będą – za przeproszeniem – sikali z radości po nogach po jego bramkach. Nie bronie Szweda. Nie popisał się w tych playoff. Tylko gdzie byli Spezza, Heatley, dlaczego tyle błędów popełnili Chara, Redden, dlaczego Phillips nie był tym zawodnikiem, jak w poprzednich playoff. Odnoszę wrażenie, że kibicom trudno zrozumieć, że sukces ekipy w playoff jest wynikiem dobrego występu całej ekipy. Najlepsi muszą wziąć ciężar na siebie, muszą jednak mieć wsparcie w całej drużynie. Każdy element musi pracować poprawnie, jak dobrze naoliwiona maszyna.

Czeka nas ciekawa przerwa między sezonami. Kibice już chcą rewolucji. Zwolnienia Mucklera, Murray’a, wytransferowania Alfredssona, pozbycia się Smolinskiego, oddania Chary, zatrudnienia bramkarza etc… Prosta recepta na sukces. Prawda?
sixth sens

10 maj 2006

Hasekmania

Wojtek Skoczylas - korespondent z Kanady - nadaje. 'Ja grab, jak mnie słyszysz?'


Na kilka godzin przed trzecim meczem, spekulacje na temat powrotu Haska sięgają w stolicy Kanady zenitu. Według różnych źródeł prasowych i telewizyjnych możemy być pewni kilku rzeczy ;)

  • Hasek powróci na mecz numer trzy. Jest to oczywiste, bo jako pierwszy zjechał z tafli po treningu, a tak czynią tylko bramkarze startujący tego dnia.

  • Hasek na pewno zagra w czwartym meczu serii. Wskazuje na to jego ogólne zachowanie oraz niepotwierdzone przecieki z szatni Ottawy.

  • Hasek nie zagra już żadnego meczu. Po pierwsze pokłócił się z trenerem, jak ten kazał opuścić mu ławkę rezerwowych obok, której nerwowo kręcił się podczas pierwszego meczu, a po drugie nie zachowuje się pewnie na lodzie podczas treningów.
  • Zagra nie Hasek, ale jego bliźniak - tajna bron Ottawy.

No dobrze, ostatnie spekulacje pochodzą tylko ode mnie. Pierwsze trzy natomiast przeczytałem lub usłyszałem w ciągu ostatnich 24 godzin. Kiedy i czy on zagra tego tak naprawdę nie wie nikt – ale lokalne gazety znalazły chyba następny powód, aby nabić sobie nakłady.
sixth sens

Wciąż wierze


(Trzeba podnieść się z kolan; foto: ottawasenators.com)

Zrobiłem sobie jeden dzień wolnego od myślenia od pojedynku Senators z Sabres. Prasa już krzyczy, że Ottawa w swojej najnowszej historii nigdy nie wygrała serii, gdy po pierwszych dwóch meczach przegrywali. Z kolei Sabres, gdy prowadzą po dwóch meczach mają bilans 11-1. I co z tego? Nadal wierze i nadal uważam, że jesteśmy w stanie wygrać. Musimy spełnić tylko kilka warunków.

Jeden w pewnym stopniu udało się już wyeliminować w drugim meczu w Ottawie. Mimo wszystko popełniliśmy mniej błędów w defensywie, szkoda tylko, że rewelacyjny dzień miał wtedy Ryan Miller. Można gdybać, co by było gdyby Miller miał słabszy lub normalny dzień, nie ma to chyba jednak większego sensu.

Po meczu numer dwa z Tampa Bay Lightning Murray powiedział, że aby wygrać nasze gwiazdy muszą pokazać, że mogą pociągnąć drużynę. Zapewne trzeba zrobić tak raz jeszcze, warto jednak też – Panie Murray – zmienić ustawienie. Ci, którzy oglądali lub słuchali ostatniego mecz Sens, zapewne zauważyli, że często gotowało się pod bramką Millera, gdy na lodzie był… Chris Neil. Jeden z kolegów nawet był zaskoczony, jak duży krok naprzód zrobił Neil, jeśli chodzi o technikę w tym sezonie. Prawdą jest jednak, że warto chyba wrócić do ustawień z początku sezonu. Warto zaryzykować. Heatley, Spezza i Alfredsson naprawdę powinni rozpocząć mecz numer trzy w jednej formacji. Ta trójka potrafi zrobić wiele zamieszania i wydaje mi się, że kluczową postacią w całej trójce jest Alfie. Szwed szarpie się w drugiej linii, dogrywa do Smolinskiego, problemem jednak jest to, że sam nie dostaje dobrych podań. Jasne, Alfredsson także musi wspiąć się na wyżyny, zacząć grać o poziom lepiej, stwarzać swoją osobą więcej zagrożeń. Częściej uderzać, szybciej podejmować dobre decyzje. Murray boi się wystawić jak na razie od początku meczu popularnej Pizza Line. Myślę, że teraz nie ma na co czekać. Warto dobrze zacząć mecz, uderzyć od pierwszych minut.

Gdybym miał wskazać najlepszych zawodników Ottawy w ostatnich meczach, to wybór padłby na tych, którzy jak na razie nie stanowią kręgosłupa drużyny. Vermette, Varada, Kelly robią świetną robotę w defensywie. Do tego dokooptowałbym Eavesa, Fishera, Havlata i Schaeffera. I oczywiście wspomnianego już Neila. Nie ma żadnego defensora, choć chyba naszym najpewniejszym punktem tej formacji był w ostatnim meczu Brian Pothier. Redden, Chara, Phillips, Meszaros czy Volchenkov muszą być lepsi. Bardziej skoncentrowani, jeszcze bardziej zdecydowani. Nie można popełniać fatalnych błędów.

Do zwycięstwa potrzeba jeszcze jednego. Dwóch, może trzech genialnych interwencji Emery’ego. Interwencji, która zaskoczy wszystkich, która sprawi, że szybcy napastnicy Sabres przez chwilę stracą swoją pewność. Coś, co Sens da kopa.

Chciałbym jutro pisać o pierwszej wygranej Sens w tej serii. Ja wciąż wierze.
sixth sens

09 maj 2006

Go Leafs Go... and Sens too

Mam nadzieję, że już wkrótce stanie się to tradycją i częściej będziemy mieli okazję w tym miejscu „czytać” Wojtka Skoczylasa. Dziś kolejny jego tekst.


Moja miłość do hokeja w Kanadzie zaczęła się od Toronto Maple Leafs. Wczesne lata 90-te spędziłem w Toronto, i był to okres, kiedy po horrendalnych latach zarządu Harolda Barallda, Klonowe Liście prezentowały całkiem udany hokej. Półfinałowe mecze z Los Angeles i Vancouver przypieczętowały moje przekonanie, że zostanę tej i tylko tej drużynie wierny na zawsze.

Niestety, a może na szczęście, sprawy nie zawsze toczą się tak jakbyśmy sobie tego życzyli. W 1998 los rzucił mnie do Kingston, gdzie studiowałem na lokalnym uniwersytecie. Kingston jest tylko dwie godziny jazdy amochodem od Ottawy, rodzinnego miasta mojej zony. Zaczęliśmy odwiedzać, więc stolicę Kanady dość regularnie i często. Podczas jednego z takich wypadów zostałem zapytany czy nie wybrałbym się na mecz Ottawa Senators.

I tutaj pierwsze mile zaskoczenie na korzyść Ottawy: bilety na mecz są zazwyczaj dostępne w kasach! Po prostu idziesz i kupujesz. Dla mnie, człowieka zamieszkałego przez kilka lat w Toronto, było to nie do pojęcia. Druga niespodzianka: Corel Centre [a obecnie Scotiabank Place] to naprawdę fajna arena, niczym nieustępująca Maple Leafs Gardens i Air Canada Centre. Następny plus, który zauważyłem już po obejrzeniu kilku meczów to fakt, że kibice Ottawy są "normalnymi ludźmi". W Toronto, nabycie biletu to nie lada sztuka i większość lepszych miejsc dostępna jest tylko dla klientów bogatych korporacji, które mogą sobie odpisać koszt biletów na cały sezon od podatków, jako koszta prowadzenia biznesu.

Powoduje to często smutny widok ludzi siedzących [w garniturach] w pierwszych szeregach ACC, rozmawiających przez komórkę i nie bardzo przejmujących się, tym co dzieje się na samej tafli. W Ottawie mamy do czynienia z całymi rodzinami, ludźmi z krwi i kości, którzy bawią się cały czas wspaniale i przychodzą na mecz, aby pokibicować swojej drużynie, a nie aby dobić jakiś interes.

Wprawdzie cały czas kibicowałem Toronto, to zacząłem coraz bardziej interesować się zespołem z Ottawy. A było czym! Po raczej tragikomicznym, pierwszym sezonie w NHL, Senators stawali się coraz lepsi i bardziej widowiskowi. Widać było ze ludzie zarządzający Ottawą mieli wizje i stawiali na długoplanowy rozwój młodzieży. Wprawdzie cały czas byłem fanem Leafs, to powoli przechodziłem transformację. Zaczynało mi coraz bardziej zależeć na losach Senators.

Podczas mojego trzyletniego pobytu w Kingston, oglądałem średnio trzy, cztery mecze na sezon. Niestety moja studencka sielanka skończyła się i wróciliśmy do Toronto. Do Toronto, gdzie cały czas nie można kupić biletów, gdzie zarząd zespołu ma daleko postępującą krótkowzroczność, jeżeli chodzi o rozwijanie młodych zawodników i gdzie ludzie cały czas wspominają ostatni puchar Stanley’a wygrany 1967 roku. Jako wierny kibic Leafs i ja wierze co roku, że tym razem na pewno się uda i będziemy mieli piękną paradę wzdłuż głównej ulicy Toronto, Yonge Street.

Teraz jednak moja wiara nie jest ślepa. Moja miłość do drużyny Toronto nie jest bezkrytyczna. Zawdzięczam to tylko i wyłącznie Senators. Jestem za to bardzo im wdzięczny i w obecnych meczach kibicuje im z całego serca.


Wojtek Skoczylas
sixth sens

08 maj 2006

To nie jest początek końca

Po piątkowej, fatalnej porażce w pierwszym meczu drugiej rundy playoff z Buffalo Sabres spotkałem się z naprawdę sporą liczbą głosów – zarówno kibiców, jak i „specjalistów” – o początku końca Senators. O tym, że Sabres złapali rytm, że teraz – używając sportowego żargonu – spokojnie pojadą po Ottawie.

Zgodzić się mogę z jednym. Na pewno nie ma u mnie, ani zapewne wśród wielu kibiców Ottawy – hurra optymizmu przed meczami z Buffalo. Na pewno nie ma też spokoju wśród hokeistów Murray’a. Ottawa zagrała fatalnie w defensywie w meczu z Sabres, ale powiem szczerze, bardziej przejąłem się przegraną w drugim meczu pierwszej serii z Lightning niż piątkową porażką. Po pierwsze Senators w przekroju całego spotkania byli drużyną lepszą. Ktoś kiedyś powiedział, że Senators mogą pokonać sami Sens. I tak właśnie było w piątek. Powiedziałbym, że to nie Buffalo wygrało mecz, ale to Sens go przegrali. Na jedno wychodzi, zapewne jednak czujecie te różnicę.

Kilka kardynalnych błędów doprowadziło do tego, że przegraliśmy. Nijak nie da się jednak tej porażki porównać do sytuacji Colorado Avalanche [dwie porażki; 0-5, 0-3]. Co więcej, to my byliśmy stroną przeważającą, to myśmy prowadzili grę przez większość meczu i to wreszcie my pokazaliśmy wielką niefrasobliwość pod koniec. Najważniejsze jest jednak to, co mówi Martin Havlat:

We know that we have to play better as a team. We made mistakes and they ended up in our net. You can't do that. (…) The big thing for us is not to give up the odd-man rushes. I don't think you're going to see another game like you saw on Friday night. Both teams will make adjustments and both teams will try to improve.

Ci, którzy już myślą o załamaniu Emery’ego powinni chyba jeszcze poczekać. Pięć z siedmiu bramek dla Buffalo padło podczas szybkich ataków Szabel, w sytuacji, w której atakowali z przewagą zawodnika czy dwóch. Emery nie musiał tego bronić. Pewnie, jakby doszło do jakiejś spektakularnej obrony byłoby tylko na plus. Dla samego Ray’a i drużyny. Nie obwiniałbym jednak Emery’ego za utratę aż siedmiu bramek. Spotkałem się też ze stwierdzeniem, że przynajmniej trafienie Drury’ego w dogrywce powinien zatrzymać. Może i tak, ale czy defensor powinien gubić krążek na kilka metrów przed własną bramkę, wypuszczając napastnika na czystą sytuację jeden na jednego?

Przyznam szczerze, że żal mi obu naszych młodych obrońców. Ten mecz nie należał ani do Meszarosa, ani do Volchenkova. Ten drugi popełnił fatalny błąd w defensywie, podarował niemal zwycięstwo Sabres. Zastanawiam się, jak psychicznie poradzi sobie Rosjanin w tej sytuacji. Jak postąpi Murray?
sixth sens

05 maj 2006

Fisher po Selke Trophy

Chyba apetyty kibiców były znacznie większe. Jedynym Senatorem nominowanym do jednej z corocznie przyznawanych nagród w NHL został Mike Fisher. Środkowy nominalnie trzeciego ataku Sens został nominowany przez dziennikarzy do nagrody dla najlepszego defensywnego napastnika ligi [Selke Trophy]. Do finałowej trójki dostali się również Rod Brind’Amour [Hurricanes] oraz Jere Lehtinen [Stars]. Osobiście obstawiałbym tego pierwszego. Zwycięzcę poznamy 22 czerwca.

W zasadzie w składzie Senators znalazłbym jeszcze dwóch kandydatów do Selke Trophy. Patrząc na wyczyny w defensywie Chrisa Kelly’ego czy Antonie Vermette z czystym sumieniem można tych dwóch młodych graczy zaliczyć do grona wyróżniających się defensywnych napastników ligi. Swego czasu nawet zaryzykowałem stwierdzenie – którego nadal się trzymam – że Vermette w przyszłości może być zawodnikiem pokroju Mike’a Peki za jego najlepszych czasów. A może i więcej?

Zapewne kilku z Was jest zaskoczonych, że wśród nominowanych do nagród nie znaleźli się choćby Zdeno Chara czy Daniel Alfredsson. Prawdą jednak jest, że obaj wymienieni mieli nieco słabszy koniec sezonu i być może właśnie dyspozycja w ostatnich spotkaniach nieco zaważyła na ich braku wśród nominowanych. Chara dodatkowo bardzo długo aklimatyzował się w nowej NHL.
sixth sens

04 maj 2006

Sens Army, The Many, The Proud!

Czuliście kiedyś emocje związane z oglądaniem meczu na żywo w Scotiabank Place? Ja też nie. Jeszcze nie ;) Poniżej znajdziecie tekst Wojtka, faceta, który miał okazje oglądać razem z 20 tysiącami ludzi zwycięstwo Sens 3-2 w piątym meczu z Tampa Bay Lightning.

----------
W ostatnią sobotę, 29-tego kwietnia, zaciągnąłem się do armii. Chrzest bojowy odbyłem tego samego dnia i wraz z około 20 tysiącami moich współtowarzyszy, walnie przyczyniłem się do naszego zwycięstwa.

Armia rośnie z dnia na dzień, wiele jeszcze bitew przed nami, ale gorąco wierzymy w nasz końcowy sukces. Mamy wśród swoich szeregów pięcioletnie dzieci, jak i prawie stuletnich staruszków. Aby do nas dołączyć potrzeba tylko niezłomnej wiary w zwycięstwo. Jak już zapewne się domyślacie, jestem obecnie szeregowym w SENS ARMY.

Przygotowania do bitwy zaczynamy na długo przed potyczką. Jesteśmy juz na miejscu jakieś dwie godziny przed rozpoczęciem batalii. Pijemy piwo, jemy kiełbaski, naśmiewamy się głośno z nieszczęsnych nieboraków noszących kolory przeciwnika i ćwiczymy nasze struny głosowe.

Nie mamy standardowego umundurowania, ale po kilku charakterystycznych rekwizytach łatwo nas rozpoznać. Niektórzy z nas noszą hełmy rzymskich legionów, inni – gąbkowe kapelusze w kształcie krążka. A ci najbardziej pomysłowi maja specjalne kaski z kogutami na baterie. Naszym kolorem jest czerwony. Nasz oręż to flagi i plakaty.

Naszą areną jest Scotiabank Place. To tutaj czujemy się najlepiej i to tutaj jesteśmy gotowi do największych poświęceń. To tutaj, 20 tysięcy ludzi potrafi krzyczeć, jak jeden mąż "Bullshit"
po nieuznanej bramce. To tutaj nieznajomi padają sobie w ramiona po strzelonym golu, i to tutaj ostatnia minuta meczu przypomina natężeniem hałasu start jumbo jeta.

Nasz szlak tak naprawdę dopiero się zaczyna. Wiele wyrzeczeń przed nami i wiemy, że nie będzie łatwo. Jesteśmy jednak gotowi do ogromnych poświęceń i jesteśmy przekonani, że walczymy w słusznej sprawie. Kto wie, może i niektórzy z Was zasila nasze szeregi?

SENS ARMY. THE MANY, THE PROUD!

Wojtek Skoczylas
s
ixth sens

Senators w drugiej rundzie

W zasadzie jest dobrze. Jesteśmy w drugiej rundzie, pokonaliśmy obrońcę Pucharu Stanley’a. Tak naprawdę porządny test dla Ottawa Senators przyjdzie jednak w starciu z Buffalo Sabres, którzy dość niespodziewanie łatwo uporali się z Philadelphia Flyers. To, że Sabres mogą wygrać było do przewidzenia, zaskoczeniem są jednak rozmiary wygranych.

Skupmy się jednak na Ottawie. Wygrana to jedno, nie wszystko jednak pracuje jak powinno. Zacznijmy od dobrych stron. Przede wszystkim Martin Havlat. Najlepszy strzelec drużyny, największe zaskoczenie, zawodnik zdobywający ładne i ważne gole. Dający wiele energii drużynie, w tej chwili – odnoszę wrażenie – lider zespołu. Jego linia z Schaeferem i Fisherem jest jedną z najlepszych w tej części rozgrywek. Nie można zapominać o pierwszej formacji, w której bardzo dobrze grają ze sobą Jason Spezza i Dany Heatley. Być może spodziewaliśmy się większych zdobyczy brakowych od tego ostatniego, jeśli jednak Dany asystuje, a cała ekipa odnosi sukces nie widzę problemu. Z kolei Spezza imponuje dojrzałością i świetną postawą przed własną bramką.


(Jason Spezza strzela na bramkę Lightning; foto: ottawasenators.com)

Nie widzę wielkiego problemu również, jeśli chodzi o Daniela Alfredssona. Nasz kapitan, co prawda nie punktuje, jak w sezonie zasadniczym, nadal robi kawał dobrej roboty. Rewelacyjny w PP, bardzo dobrze grający w PK, świetny wręcz w forcheckingu – zadając tym samym kłam tym, którzy uważali, że Szwed w playoff traci 90 proc. swoich zalet. Oczywiście, wszyscy życzylibyśmy sobie, aby Alfie więcej udzielał się w ofensywie, aby jego nazwisko częściej pojawiało się w protokołach po meczu, jeśli jednak drużyna wygrywa to ja taki stan rzeczy akceptuje. Żałuje jednak trochę, że Alfredsson nie gra w linii z Heatley’em i Spezzą, ale dokąd ci drudzy grają dobrze, Alfie będzie grał ze Smolinskim.

Kolejny ważny element naszej drużyny to poddawany wielkiej presji Emery. Jak widać działania trenera Tampy, jak również niektórych zawodników Lightning, nie przyniosły skutku. Emery grał w całej serii solidnie, nawet w meczu, o którym decydowała jedna bramka – a czego obawiali się kibice Sens – nie zawiódł, udowadniając, że warto z nim wiązać swoją przyszłość. Oczywiście w meczu z Sabres Emery będzie poddany jeszcze większej presji i znacznie lepszemu atakowi przeciwnika, liczę, że da sobie radę. Warto odnotować, że Emery stał się pierwszym debiutującym bramkarzem w playoff, który wygrał serię. Podobnej 'sztuki' w 2000 roku dokonał grający dla Flyers Boucher.

Podoba mi się również gra Neila, Kelly’ego i Vermette. Ten pierwszy przez niektórych okrzyknięty już chamem robi świetną robotę. Przyznaje jednak, że rozumiem tych, którzy uważają zachowanie Neila za naganne. Jednak między innymi to jest urok playoff. Prowokowanie zawodników przeciwnika, odgrzewanie starych sporów [Neil – Burke]. A to, że Neil nie stanął do bójki – tylko dobrze nam zrobiło. Najważniejsze jest zwycięstwo… Sens przez lata upokorzeń ze strony Leafs nauczyli się, jak dobrze i skutecznie wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Podoba mi się waleczność Kelly’ego i Vermette podczas gry w osłabieniu. To właśnie dzięki nim w pierwszej rundzie byliśmy trzecią drużyną, jeśli chodzi o skuteczność gry w osłabieniu. Special teams będą w kolejnych rundach jeszcze ważniejsze niż dotychczas. W serii z Lightning mieliśmy PP na poziomie 33 proc. To najlepszy wynik w pierwszej rundzie, warto jednak wziąć poprawkę na klasę i formę naszego przeciwnika.

Oprócz Havlata największym bohaterem Ottawy jest dla mnie Wade Redden. Perfekcja w obronie, świetny podczas gry w przewadze, skuteczny. Spokój, dobry wpływ na kolegów w defensywie. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Wade’a nie zabrakło w jednym meczu z Lightning byłby sweep.

Jest jednak kilka rzeczy, które warto byłoby poprawić. Wielu specjalistów i kibiców powtarza niemal do znudzenia jedno zdanie. Sens mogą pokonać obecnie jedynie oni sami. Rzeczywiście – momenty przestoju, granie na pół gwizdka lub tylko jednej tercji w konfrontacji z Buffalo może nas kosztować zbyt dużo. Tu już nie wystarczy zneutralizować jednego czy dwóch zawodników. Linie Sabres są wyrównane, każda jest zagrożeniem. Roy, Dumont, Kotalik, Connolly, Drury – każdy jest sporym zagrożeniem dla bramki Emery’ego.

Więcej trzeba wymagać od naszej defensywy. O ile w grze Meszarosa już widać poprawę, to nadal poniżej oczekiwań spisuje się Volchenkov i mimo wszystko Chara. Rosjanin kiepsko gra krążkiem, ma dużo strat, fatalnie wyprowadza krążek ze swojej tercji. Więcej trzeba wymagać od Chary, który na pięć meczów z Lightning zaledwie jeden zagrał na swoim normalnym poziomie.

Problemem mogą okazać się także kontuzje. Nie wiadomo czy w pierwszym meczu zagra Philips [kolano], z mniejszymi kontuzjami borykają się również Pothier oraz Kelly.

Pierwszy mecz z Sabres, w piątek, 5 maja w Scotiabank Place.
sixth sens