W zasadzie jest dobrze. Jesteśmy w drugiej rundzie, pokonaliśmy obrońcę Pucharu Stanley’a. Tak naprawdę porządny test dla Ottawa Senators przyjdzie jednak w starciu z Buffalo Sabres, którzy dość niespodziewanie łatwo uporali się z Philadelphia Flyers. To, że Sabres mogą wygrać było do przewidzenia, zaskoczeniem są jednak rozmiary wygranych.
Skupmy się jednak na Ottawie. Wygrana to jedno, nie wszystko jednak pracuje jak powinno. Zacznijmy od dobrych stron. Przede wszystkim Martin Havlat. Najlepszy strzelec drużyny, największe zaskoczenie, zawodnik zdobywający ładne i ważne gole. Dający wiele energii drużynie, w tej chwili – odnoszę wrażenie – lider zespołu. Jego linia z Schaeferem i Fisherem jest jedną z najlepszych w tej części rozgrywek. Nie można zapominać o pierwszej formacji, w której bardzo dobrze grają ze sobą Jason Spezza i Dany Heatley. Być może spodziewaliśmy się większych zdobyczy brakowych od tego ostatniego, jeśli jednak Dany asystuje, a cała ekipa odnosi sukces nie widzę problemu. Z kolei Spezza imponuje dojrzałością i świetną postawą przed własną bramką.
(Jason Spezza strzela na bramkę Lightning; foto: ottawasenators.com)Nie widzę wielkiego problemu również, jeśli chodzi o Daniela Alfredssona. Nasz kapitan, co prawda nie punktuje, jak w sezonie zasadniczym, nadal robi kawał dobrej roboty. Rewelacyjny w PP, bardzo dobrze grający w PK, świetny wręcz w forcheckingu – zadając tym samym kłam tym, którzy uważali, że Szwed w playoff traci 90 proc. swoich zalet. Oczywiście, wszyscy życzylibyśmy sobie, aby Alfie więcej udzielał się w ofensywie, aby jego nazwisko częściej pojawiało się w protokołach po meczu, jeśli jednak drużyna wygrywa to ja taki stan rzeczy akceptuje. Żałuje jednak trochę, że Alfredsson nie gra w linii z Heatley’em i Spezzą, ale dokąd ci drudzy grają dobrze, Alfie będzie grał ze Smolinskim.
Kolejny ważny element naszej drużyny to poddawany wielkiej presji Emery. Jak widać działania trenera Tampy, jak również niektórych zawodników Lightning, nie przyniosły skutku. Emery grał w całej serii solidnie, nawet w meczu, o którym decydowała jedna bramka – a czego obawiali się kibice Sens – nie zawiódł, udowadniając, że warto z nim wiązać swoją przyszłość. Oczywiście w meczu z Sabres Emery będzie poddany jeszcze większej presji i znacznie lepszemu atakowi przeciwnika, liczę, że da sobie radę. Warto odnotować, że Emery stał się pierwszym debiutującym bramkarzem w playoff, który wygrał serię. Podobnej 'sztuki' w 2000 roku dokonał grający dla Flyers Boucher.
Podoba mi się również gra Neila, Kelly’ego i Vermette. Ten pierwszy przez niektórych okrzyknięty już chamem robi świetną robotę. Przyznaje jednak, że rozumiem tych, którzy uważają zachowanie Neila za naganne. Jednak między innymi to jest urok playoff. Prowokowanie zawodników przeciwnika, odgrzewanie starych sporów [Neil – Burke]. A to, że Neil nie stanął do bójki – tylko dobrze nam zrobiło. Najważniejsze jest zwycięstwo… Sens przez lata upokorzeń ze strony Leafs nauczyli się, jak dobrze i skutecznie wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Podoba mi się waleczność Kelly’ego i Vermette podczas gry w osłabieniu. To właśnie dzięki nim w pierwszej rundzie byliśmy trzecią drużyną, jeśli chodzi o skuteczność gry w osłabieniu. Special teams będą w kolejnych rundach jeszcze ważniejsze niż dotychczas. W serii z Lightning mieliśmy PP na poziomie 33 proc. To najlepszy wynik w pierwszej rundzie, warto jednak wziąć poprawkę na klasę i formę naszego przeciwnika.
Oprócz Havlata największym bohaterem Ottawy jest dla mnie Wade Redden. Perfekcja w obronie, świetny podczas gry w przewadze, skuteczny. Spokój, dobry wpływ na kolegów w defensywie. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że gdyby Wade’a nie zabrakło w jednym meczu z Lightning byłby sweep.
Jest jednak kilka rzeczy, które warto byłoby poprawić. Wielu specjalistów i kibiców powtarza niemal do znudzenia jedno zdanie. Sens mogą pokonać obecnie jedynie oni sami. Rzeczywiście – momenty przestoju, granie na pół gwizdka lub tylko jednej tercji w konfrontacji z Buffalo może nas kosztować zbyt dużo. Tu już nie wystarczy zneutralizować jednego czy dwóch zawodników. Linie Sabres są wyrównane, każda jest zagrożeniem. Roy, Dumont, Kotalik, Connolly, Drury – każdy jest sporym zagrożeniem dla bramki Emery’ego.
Więcej trzeba wymagać od naszej defensywy. O ile w grze Meszarosa już widać poprawę, to nadal poniżej oczekiwań spisuje się Volchenkov i mimo wszystko Chara. Rosjanin kiepsko gra krążkiem, ma dużo strat, fatalnie wyprowadza krążek ze swojej tercji. Więcej trzeba wymagać od Chary, który na pięć meczów z Lightning zaledwie jeden zagrał na swoim normalnym poziomie.
Problemem mogą okazać się także kontuzje. Nie wiadomo czy w pierwszym meczu zagra Philips [kolano], z mniejszymi kontuzjami borykają się również Pothier oraz Kelly.
Pierwszy mecz z Sabres, w piątek, 5 maja w Scotiabank Place.
sixth sens