25 kwiecień 2006

Przed meczem numer 3

Wczoraj wieczorem, dzięki mojemu dobremu znajomemu, w moje ręce dotarł dodatek przed playoff przygotowany przez redakcje The Hockey News i The Globe and Mail. I przeżyłem deja vu. Już wyjaśniam, dlaczego.

Pamiętacie serię z New Jersey Devils? Finały Konferencji Wschodniej i porażkę w siódmym meczu w Corel Centre? Po tym sezonie wielu dziennikarzy okrzyknęło Sens, niemal zaocznie, zdobywcą Pucharu Stanley’a w przyszłym sezonie. Wszystkie periodyki, roczniki i opracowanie przed kolejnym sezonem typowały Senators jako murowanego kandydata do ostatecznego zwycięstwa. Jak się skończyło pamiętamy. Odpadliśmy w pierwszej rundzie, przegrywając w siedmiu meczach z Toronto Maple Leafs.

I co widzę, jak otwieram THN? Sześciu z dziesięciu dziennikarzy THN i TG&M wskazało Senators jako kandydata do zdobycia Pucharu Stanley’a. Wśród nich znaleźli się znani czytelnikom NHL.com.pl Mike Brophy i Jason Kay. Już się boje. Kolejne nieudane playoff i koniec marzeń na pierwszej rundzie?



(Jeszcze będziemy cieszyć się ze zwycięstw; foto: ottawasenators.com)

Skończmy jednak z tym czarnowidztwem. Wlejmy nieco otuchy w nasze serca. Po pierwszym meczu prasa okrzyknęła Emery’ego bohaterem. W drugim meczu, Ray puścił nieco więcej bramek, ale tak naprawdę nie było fatalnie. I chyba warto wreszcie przestać mówić o braku doświadczenia jako głównej przyczynie niepowodzenia Sens. Dlaczego? Ken Dryden był debiutantem, który rozegrał jedynie sześć meczów w NHL kiedy Montreal Canadiens w 1971 roku zdobywali Puchar Stanley’a. Andy Moog razem z Grantem Fuhrem walnie przyczynili się do triumfu Edmonton Oilers w 1984 roku. Mike Vernoon w sezonie zasadniczym był jednym ze słabszych bramkarzy ligi. Potem poprowadził Red Wind do tytułu. Nie traćmy, więc nadziei.

Kolejny przyczynek do tego, aby było lepiej, to Wade Redden. Przyznam się szczerze nie spodziewałem się, żeWade zagra już w meczu numer 3, ale widać myliłem się. I to kolejny powód na mojej liście, aby to właśnie Wade był priorytetem dla Mucklera. Nie Chara. Redden zagra w meczach na Florydzie, aby zaraz po nich ponownie polecieć do domu, na pogrzeb matki. I w piątek znów stawi się na kolejny mecz z Tampa Bay. Wielki człowiek, wielki zawodnik. Urósł w moich oczach naprawdę bardzo.

Liczę także, że wreszcie zaskoczą Heatley i Alfredsson. Wydaje mi się jednak, że nie ma sensu rozbijać Pizza Line, jak to dotąd robił Murray. Niech Spezza, Heatley i Alfredsson zagrają ze sobą od początku, cały mecz, a nie tylko wtedy, kiedy trzeba gonić wynik. Będzie na nich ciążyła wtedy mniejsza presja, a to może przynieść nam tylko dobry wynik. Tym bardziej, że Kelly jakoś nie może się odnaleźć w obecnych playoff, a kontuzja może go wykluczyć z występu w meczu numer 3. Ewentualne miejsce w pierwszej linii miałby zająć Antonie Vermette. Murray wyraźnie boi się wystawić na playoff jedną ultraofensywną linię. Wydaje mi się jednak, że ryzyko nie jest duże i warto je podjąć.

Oczywiście znacznie lepiej musimy zagrać w defensywie. Nie okłamujmy się, od Chary należy wymagać więcej. Spotkałem się już z uwagą – mojego przyjaciela, kibica NHL z Polski – że Chara, podobnie jak Jovanovski się skończył. Być może, ważne jednak, aby Zdano raz jeszcze postarał się zagrać na najlepszym poziomie. I może już niech nie kryje St. Louisa, bo każe starcie tych zawodników będzie liczone na korzyść gracza Lightning.

Mam nadzieje, że jutro będę mógł napisać o wygranej Senators.
sixth sens

24 kwiecień 2006

Tak się nie wygrywa

Przyznam szczerze, że obawiałem się drugiego meczu z Tampa Bay Lightning. Sens nigdy nie prowadzili w playoff 2-0 w serii, Tampa nigdy nie przegrała dwóch meczów z rzędu w tej fazie walki o Puchar Stanley’a. Frustrująca jest postawa Sens, którzy w piątek, co prawda wygrali, ale zagrali jedynie przez 20 minut. Wczoraj przegraliśmy, grając jedynie 10 minut pierwszej tercji. Przykre.

To gracze Tampy bardziej chcieli wygrać. To oni gryźli lód, walczyli. Sens jedynie byli tłem – szczególnie w trzeciej tercji, kiedy oddali zaledwie DWA strzały na bramkę Grahame’a. Tak wygrać meczu się nie da.

Bohaterem nadal dla mnie jest Havlat.

Porażka boli, przykro jednak jest, gdy chłopak niemal w moim wieku traci matkę. Pat Redden zmarła, nie wygrała walki z rakiem. Miała zaledwie 57 lat. Moja matka jest nieco młodsza, nie wyobrażam sobie jednak sytuacji, że już teraz miałaby odejść. Nie wiadomo czy i kiedy Redden wróci do składu Ottawy. Jestem jednak już pewien, że to on powinien zostać w Ottawie, nie Chara. Oczywiście, jeśli nie da się utrzymać obu. W takim przekonaniu utwierdza mnie poniższa wypowiedź Murray’a:

He was worried about his family, but he was also worried about the team and that
just shows how much he cares the people on this team.

sixth sens

22 kwiecień 2006

Ottawa Sun: Hip, Hip, Hoo Ray!

Ottawa Sun Sensational! Tak chyb należy nazwać tę gazetę. Wygraliśmy pierwszy mecz z Tampa Bay Lightning, Ray Emery zagrał naprawdę dobre zawody, a pierwsza strona Ottawa Sun krzyczy: „Hip, Hip, Hoo, Ray!”, z podtytułem mówiącym nie mniej ni więcej, że 35 obronionych strzałów młodego bramkarza sprowadza się do pytania „Dom who?”. Inna sprawa, ze mimo wszystko dzisiejsza pierwsza strona wprawiła mnie w dobry nastrój. Hoo Ray jest sympatyczne.

Nie chce dokładnie opisywać wczorajszego meczu, warto jednak nadmienić, że – przynajmniej dla mnie – bohaterem wieczora nie był tak naprawdę Emery. Nie był również Spezza. Dla mnie – kibica oglądającego dziś jedynie skrót meczu – największym sygnałem do walki, najbardziej elektryzującym i dodającym mnóstwo energii wydarzeniem było trafienie Martina Havlata. Nie tylko dlatego, że był to gol wyrównujący stan spotkania, gol od którego zaczął się ostry atak Sens i w rezultacie wygrana, ale przede wszystkim z powodu ogromnego wybuchu radości Mach9 po strzelonej bramce. Ja, który nie miał wpływu na wynik meczu, po takiej bramce i TAKIM zachowaniu – szczególnie w playoff – byłbym w stanie założyć łyżwy wyjechać na lód i walczyć do upadłego. Po prostu świetna robota! Bramka i z angielska zwany „momentum”. A właśnie takie jedno wydarzenie potrafi ustawić cały mecz, a nawet serię. Dobra nasza! Bruce Garrioch, który często szczerze mnie irytuje, aby nie użyć bardziej wulgarnego słowa, napisał o tej sytuacji:

As the fans went into hysterics, Martin Havlat lifted his arms in the air and had a look of relief on his face last night.

Jeszcze zabawniejsza była wypowiedź Murray’a, który powiedział dziennikarzom po meczu, że po kilku zmarnowanych, świetnych okazjach strzeleckich Havlata, zastanawiał się czy Martin wie w ogóle gdzie jest bramka przeciwnika.

Bramka Havlata była ważna jeszcze z jednego powodu. Trafienie Czecha odmieniło złą passę Sens w meczach otwarcia playoff przed własną publicznością. Dotąd Ottawa w swojej krótkiej historii nigdy nie wygrała pierwszego meczu u siebie. W 1999 przegraliśmy 1-2 z Sabres. W 2001 0-1 z Leafs. W 2003 0-3 z Islanders. Havlat dał zwycięstwo Senators.


(Ray Emery zatrzymal 35 strzałów Lightning; foto: ottawasenators.com)

Nie chciałbym jednak, aby całość zabrzmiała tak, jakbym nie doceniał wyczynu Emery’ego. Był fenomenalny. Asystował przy bramce Spezzy. Nie miał szans przy bramce Lecavaliera [Lightning grali 5 na 3]. Emery tak skwitował swój występ:

I just wanted to play well, I don't worry about what other people say. I didn't make any big saves. I just tried to stay in the middle of the net and let my big body stop the puck.

Meczu nie będę opisywał. Krótko warto jednak zaznaczyć kilka faktów. Kelly w pierwszej formacji w tym meczu znacznie odstawał do dwójki Spezza, Heatley. Ten pierwszy rozegrał świetną partię [1G, 1A]. Rewelacyjnie, szczególnie podczas przewagi, zagrał Wade Redden. Daniel Alfredsson trochę poniżej oczekiwań. Czekamy na takie występy, jak choćby podczas zeszłorocznych playoff w lidze szwedzkiej. Świetna gra Vermette. Spędził na lodzie dużo czasu, czasu podczas którego jego formacja z Varada i Neilem na skrzydłach często stwarzała wiele niebezpieczeństw pod bramką Grahame. I jeszcze jedno… trzeba strzelać również gdy gramy 5 na 5. Inna sprawa, że ponad połowa bramek pierwszych meczów playoff padła podczas gry w przewadze.

W niedziele, mecz numer dwa.
sixth sens

21 kwiecień 2006

Nudni dziennikarze

Nie podoba mi się. Nie podoba mi się presja, jaką prasa wywiera na Ottawa Senators. Wszyscy znają historię występów Sens w playoff, powtarzane czasem określenie Ottawy Blues Wschodu nie wzięło się znikąd. Dlatego tak mocno zaskoczyły mnie teksty publikowane przez Ottawa Sun.

Już strona tytułowa dziennika, kolaż twarzy Daniela Alfredssona wtopionej w Puchar Stanley'a i ogromny tytuł „It’s our time” zapowiada, co można znaleźć w środku. A w środku tekst Bruce’a Garriocha i pierwsze pytanie, jakie stawia dziennikarz tygodnika: „IS IT now or never for the Senators?” Szybko poznajemy odpowiedź. Według dziennikarza to ostatnia szansa dla tej drużyny, dla tej generacji zawodników. Po tym sezonie drużyna może się rozpaść, nie uda się zatrzymać Chary lub Reddena. Czyli kolejny raz wałkowanie tego samego tematu. Robi się to powoli męczące, a i zapewne samej drużynie nie pomaga.

Specjaliści podkreślają, że jedynym znakiem zapytania w drużynie Sens jest Emery. I znów nic nowego nie mówią, powtarzając wciąż frazesy, że gra w playoff to zupełnie inna bajka, że Ray nie jest sprawdzony i, że może być piętą achillesową drużyny. Daje sobie głowę uciąć, że gdyby w składzie był zdrowy Hasek, wszyscy mówiliby i pisali, że jedyną niepewnością jest stan zdrowia Dominatora. Nudne, prawda?

Do czego zmierzam? Chce pokazać pewne zniesmaczenie całą sytuacją i gonitwą za wierszówką u dziennikarzy, którzy gdy drużyna nie gra, piszą albo stek bzdur, ale rzeczy całkowicie oczywiste, często odgrzewane fakty.

Jak Sens zagrają przeciwko Lilghtning? Oficjalna strona klubu podaje, że najprawdopodobniej Senators wyjadą w następującym ustawieniu:

Kelly – Spezza – Heatley
Eaves – Smolinski – Alfredsson
Schaefer – Fisher – Havlat
Varada – Vermette – Neil

Co mi się podoba w takim ustawieniu? Roztropność Murray’a, który zabezpieczył wszystkie linie. Nie ma ultra ofensywnego nastawienia, jest odpowiednia mieszanka graczy szalenie niebezpiecznych w ofensywie, jak i dobrze radzących sobie w defensywie. Stąd między innymi Chris Kelly w pierwszej formacji, mocno walczący Eaves w drugiej. Trzecia formacja to już poezja. Mam wrażenie, że to może być najważniejsze trio w obecnych playoff.
sixth sens

19 kwiecień 2006

82 mecze za nami

Jesteśmy po 82 spotkaniach sezonu zasadniczego. Było różnie, w większości ekstremalnie wspaniale. Ale zwrot, prawda? Taka jednak jest prawda. Senators zaczęli sezon rewelacyjnie, Hasek grał jak natchniony, był najlepszym zawodnikiem na swojej pozycji. Potem przyszedł kryzys, tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi Sens grali słabo, bez wiary, jakby będąc myślami już w Turynie. Ten Turyn właśnie przyniósł największy ból – kontuzję Dominika Haska. Kontuzję, która wykluczy go z gry, kontuzję, która zakończy jego karierę. Wtedy jednak obudził się Ray Emery – grał świetnie, był pewnym punktem drużyny. Do czasu, gdy sam nie doznał niewielkiego urazu. Ostatnie mecze sezonu zasadniczego to fatalna postawa drużyny [przede wszystkim w meczu z Leafs]. Na szczęcie Sens wygrali wtedy, kiedy trzeba było. Wygrana 5-1 z Rangers, przy jednoczesnej porażce Hurricanes dało Ottawie tytuł mistrza Konferencji Wschodniej.

Co za tym idzie – znacznie lepszy kalendarz gier przed własną publicznością i, co równie ważne, chyba najlepszy dla nas przeciwnik w pierwszej rundzie. Tampa Bay Lightning nie wydają się być przeciwnikiem, którego jakoś szczególnie powinniśmy się bać. Co prawdą są obrońcami Pucharu Stanley’a, ale w obecnym sezonie nie sprawiali nam żadnych problemów. Wygraliśmy wszystkie cztery spotkania z nimi. Śmiem nawet sądzić, że gdyby w zeszłym roku Lightning mieli grać z nami w playoff, nie zdobyliby Pucharu. Nie twierdze oczywiście, że przypadłby on Sens, jednak drużyna z Florydy nigdy nie sprawiała nam większych problemów. Nigdy.

Rozpoczynamy wszystko w piątek. I choć jeszcze wczoraj miałem pewne obawy, dziś jestem nastawiony optymistycznie. Znacznie lepiej jest grać w pierwszej rundzie z Tampa niż z Montreal Canadiens.

Cieszy jeszcze jedno. Wynik Dany’ego Heatley’a. Wczoraj 50. bramka w sezonie, rekord klubu, 103 punkty. Tyle samo zdobył mój ulubieniec – Daniel Alfredsson. Szwedzki kapitan Sens w 77 spotkaniach, jakie rozegrał w tym sezonie, zdobył 43 bramki i 60 asyst. Do tego należy dodać 90 punktów Spezzy, 50 Schaeffera i Reddena. Świetny występ naszej młodzieży i debiutantów. Kelly – 30 punktów, Eaves – 29, Meszaros – 39 [+34], Pothier – 35, Vermette i Neil – 33.

Brawo. Teraz czekam na piątek.
sixth sens

09 kwiecień 2006

Końcówka sezonu w Ottawie

Dosyć długo już nie pisałem na blogu, warto więc o sobie przypomnieć i przyjrzeć się kilku wydarzeniom, jakie miały miejsce. Niekoniecznie wszystkim, być może nawet niekoniecznie najważniejszym, ale takim, które dla mnie wydały się interesujące i warte podkreślenia.

Wyobrażacie sobie Ottawa Senators bez Daniela Alfredssona? Bez swojego kapitana [od sezonu 1999/2000]? Pisałem już o tym swego czasu, na pewno jednak dla wielu będzie zaskoczeniem, że Szweda – mistrza olimpijskiego z Turynu – Sens wybrali dopiero w szóstej rundzie, ze 133. numerem draftu z roku 1994. Daleko, prawda? Od tego czasu Alfie zagrał 700 spotkań w NHL. Wszystkie w naszych barwach. Na liście wszechczasów klubu Daniel zajmuje pierwsze miejsce pod względem rozegranych meczów, goli [260], asyst[403] i punktów [663]. Przyjemnie, prawda? Jest w Ottawie kilku zawodników, którzy dla mnie są Senatros for live, jak to lubią niektórzy mówić. Wydaje mi się, że właśnie takim zawodnikiem jest Alfredsson [chyba, że powtórzy się za jakiś czas casus Bourque’a]. Mam jednak nadzieje, że zdobędziemy w końcu Puchar i do tego nie dojdzie.

*****

Ciekawe ilu z Was również wie, że pozyskany przed sezonem Dany Heatley, obecnie najskuteczniejszy zawodnik drużyny, został mianowany przez drużynę do Bill Masterton Trophy. Heatley nie ma powodów do narzekań, opuścił Atlantę, w której czuł się źle, w Ottawie został przyjęty bardzo gorąco, jest na najlepszej drodze do zdobycia 50 goli i 100 punktów w sezonie.

This is a big honour for me. This is something that is nice. Obviously, it has been great to be part of this team.

*****

Ostatnio podczas rozmowy z jednym z kibiców Sens poruszona została sprawa nieobecności Wade’a Reddena. Jak się okazuje nie ma jeszcze terminu powrotu Wade’a do składu, który w rodzinnej miejscowości przebywa z chorą od kilku miesięcy matką. O samym Reddenie i jego dzieciństwie możecie przeczytać w jednym z wcześniejszym wpisów na tym blogu. Murray nie naciska na Reddena, stąd nie spodziewałbym się powrotu jednego z naszych najlepszych obrońców przed końcem sezonu zasadniczego. Być może stawi się na ostatnie dwa spotkania, z Leafs i Rangers, aby na nowo wejść w tryb meczowy. Cieszę się, że w drużynie obowiązują zbliżone do moich priorytety.

*****

Senators ostatnio spuścili nieco z tonu, ale można było się tego spodziewać. Przez większość ostatnich spotkań naszą obronę stanowili w większości gracze ściągnięci w trybie awaryjnym. Grali jedynie Brian Pothier i Andrej Meszaros wspomagany dopiero od niedawna regularnie występującym Antonem Volchenkovem. Ta pierwsza wymieniona dwójka robi świetną robotę, grają jak doświadczeni zawodnicy, Meszaros przebywał na lodzie grubo ponad 20 minut i radził sobie wyśmienicie.

Warto też panie Murray wreszcie dać odpocząć Ray’owi. Emery gra nieprzerwanie od zakończenia igrzysk olimpijskich. To jakieś 20 meczów z rzędu. Stąd też na pewno słabsze występy Emery’ego – jak choćby ten ostatni z Sabres w Scotiabank Place [porażka 2-6], kiedy Ray bardzo słabo kontrolował krążek, pozwalał na niesamowitą wręcz ilość dobitek. Słabiej tego wieczora spisała się defensywa, Ray również dostosował się do poziomu. Warto zaryzykować i już od początku spotkania zagrać Morrisom, tym bardziej, że Emery narzeka na niewielki uraz biodra.

*****

Jak jestem już przy bramkarzach, warto wspomnieć o wielkim nieobecnym – Dominiku Hasku. Ostatnio w jego sprawie było sporo zamieszania. Najpierw Ottawa Sun, a za nimi TSN podał, że Hasek już w tym sezonie nie wróci. Smaczku całej sprawie dodawały informacje z różnych for dyskusyjnych, na których Kanadyjczycy pisali o tym, że widzieli na treningu Haska i wyglądało to tragicznie. Niemal zaraz informacja została zdementowana przez klub, pewien zamęt jednak został. Teraz można przeczytać, jak Hasek wypowiada się w pozytywnym tonie na temat swojego powrotu do składu na playoff. Pisze o tym także Bruce Garrioch z Ottawa Sun. Hasek miał powiedzieć dziennikarzom, że w ciągu ostatniego tygodnia zrobił duży postęp. I rzeczywiście – Dom hasał po lodzie niczym napastnik, jeszcze bez pełnego ekwipunku bramkarskiego. Zapowiedział jednak, że jeszcze tego samego dnia włoży brakujący ekwipunek. Trenował 65 minut, dobrze trzymał się na łyżwach, czuł się – jak sam mówił – bardzo dobrze.

There's no question that was a big step for me and I definitely feel better. I don't know when I will be back, but I definitely feel a lot better. The injury has made a lot of progress. I feel like for the first time I can do everything out there, and next up is equipment.

Nam pozostaje czekać.
sixth sens