Ciag dalszy ciągu dalszego
Heatleygate wydaje się nie mieć końca. Cała sprawa nabiera jednak rumieńców. Po pierwsze, Dany Heatley pozostaje jedyną osobą, która publicznie nie zabrała głosu. O prośbie transferu poinformował przecież agent zawodnika. Dziś, na konferencji prasowej swoją stronę medalu przedstawił Cory Clouston i, jak się spodziewałem, nie powiedział niczego nowego, mówiąc wprost, że nie ma pojęcia skąd żądanie transferu. Między trenerem i zawodnikiem nie było żadnych spięć. Chciał nie chciał, Clouston zaszkodził nieco sprawie - nikt nie wierzy, że to trener stanowi problem, wszyscy zaczynają mieć wątpliwości odnośnie charakteru i motywacji do pracy u skrzydłowego Ottawy. Być może to, co przez wielu - również przeze mnie - zostało odebrane jako próba zbicia ceny przez Los Angeles Kings (mówię o słowach Rona Hextalla, asystenta menedżera Kings) nie miało żadnego głębszego dna. Może rzeczywiście jest tak, że potencjalnych zainteresowanych oprócz kontraktu odstrasza również historia Heatleya. Przecież to nie pierwsze żądanie transferu skrzydłowego.
Co więcej, okazuje się - Ottawa Citizen cytuje Tima Murraya, asystenta menedżera Ottawa Senators - nikt nie złożył oferty za Heatleya. Były telefony z pytaniem, nikt jednak nie oddzwonił. Może to oznaczać, że nie tylko dziś nie zobaczymy wymiany, ale nawet przed 1 lipca. A wtedy osobiście wierzę - i choć nie będzie to komfortowa sytuacja - Heatley kolejny sezon spędzi w Ottawie.
I bądź tu mądry. Za Heatleyem niestety ciągnie się smród, który chyba jednak wielu menedżerom - mimo jego talentu - przeszkadza. Nie chce mi się jednak wierzyć, że nikt nie złożył oferty za takiego snajpera. Przecież, co roku nie trafia się taki na rynku...
sixth sens
