No, no. Sam jestem zaskoczony, jak Ottawa Senators prezentują się w ostatnich meczach. Siedem wygranych w ostatnich ośmiu spotkaniach osładza nieco tez stracony już sezon. Z drugiej jednak strony – gdybyśmy nie złapali takiej dobrej formy na koniec, gdyby chłopakom nie chciało się – zapewne mielibyśmy większe szanse na wysoki wybór w drafcie. A tak, ani nie wejdziemy do playoff, ani nie będziemy w top 5 jeśli chodzi o wybór w tegorocznym drafcie. I choć rozum mówi jedno, serce kibica cieszy się z kolejnych wygranych swoich ulubieńców. Podoba mi się, że gracze Sens potrafili zebrać się w sobie, i że pokazują charakter.
Są tacy, którzy mogą powiedzieć, że presja na graczy Senators jest teraz znacznie mniejsza, stąd lepsza dyspozycja zawodników. Jakoś niespecjalnie kupuję tę teorię, podobne zdanie do mojego reprezentuje trener Stołecznych, Cory Clouston:
Honestly, we're just looking at each game at a time. We're not worried about playoffs or who's in and who's out. We're just trying to win the next game. And that hasn't really changed. I think every day just by practising hard, the way you play, that creates character, that brings out character. Have I come in and said let's talk about character? No. But I've talked about we want to be tougher to play against, I've talked about we want a lot more structure in certain areas, we've talked about how we want to play.
Prawdą może być to, że zawodnicy grają dla siebie, o własne kontrakty i przyszłość w drużynie. Bo przecież nadchodzące lato i pierwszy od dawna brak awansu do playoff może powodować kolejne, znacznie mocniejsze zmiany w drużynie. A, że w szatni nie ma problemów i Senators dobrze czują się ze sobą, nikt chyba nie chce odchodzić, czego przykładem była – wiem, znów do tego wracam – postawa
Antoine Vermette’a.
Patrząc na obecną grę Senators, na pewno pojawiają się pytania, co by było gdyby... Nie ma jednak, co gdybać. W życiu każdy z nas codziennie zapewne musi odpowiadać na podobne pytania. Wydaje mi się, że należy się cieszyć tym, co mamy. A, że niestety może to uderzać w słabszą pozycję w drafcie? To jest sport, trudno wymagać od drużyny – chyba, że mówimy o polskiej piłce nożnej – aby przegrywała kolejne spotkania. Jak potem – podkreślam w profesjonalnym podejściu do sportu w Ameryce Północnej – wytłumaczyć, że trzeba zacząć wygrywać? Zapewne można byłoby znaleźć zawodników, którym się już nie chce. Tacy, którzy mimo, że drużyna przegrywa, zupełnie się tym nie przejmują. Tacy, o których w przypadku Colorado Avalanche [przegrali w nocy 1:8 z Edmonton Oilers]
pisze w Denver Post Adrian Dater. Dziennikarz amerykańskiej gazety w jednym ma rację, tych olewających sobie drużynę i kolegów już niedługo nie będzie. I to jest chyba wystarczająca mobilizacja dla wielu. Przynajmniej w przypadku Senators.
Sens ponownie są powyżej .500 i duża w tym zasługa nie tylko Cash Line, ale i tego, co przez cały sezon brakowało,
secondary scoring. Spójrzcie, kto ostatnio punktuje, kto walczy,
Ryan Shannon,
Brendan Bell czy
Nick Foligno [15. gol w sezonie]. Znamienne jest to, że w nocy, kiedy Sens prowadzili jedną bramką a Montreal Canadiens zdjęli bramkarza z lodu, na lodzie nie było
Jasona Spezzy i
Dany’ego Heatleya.
Inna historia to
Brian Elliot, który po
trade deadline obok Vermette mógł być najbardziej niepocieszoną osobą w klubie. W końcu przyjście
Pascala Leclaira znów może stanąć na drodze Elliota do NHL. Elliot zareagował jednak wyśmienicie, wygrał jako debiutant siódme spotkanie z rzędu i ustanowił nowy rekord organizacji. Poprzedni należał do Fina,
Jani Hurme.
Pamiętacie tego gościa?
Kolejny mecz jutro z New York Islanders. Fajnie byłoby znów wygrać, prawda?
sixth sens