2009/10/05

Nieudane otwarcie sezonu

Takiego rozpoczęcia sezonu raczej kibice Ottawa Senators sobie nie życzyli. Złożony chorobą nie wstałem w nocy, aby obejrzeć mecz w Madison Square Garden. I chyba mimo wszystko nie żałuje. Po Ottawie widać było zmiany, jakie miały miejsce w tegorocznej przerwie między sezonami, widać było wciąż brak zgrania. To oczywiście było pierwsze spotkanie i nie ma, co wyciągać zbyt daleko idących wniosków, pewnikiem jednak w moim odczuciu jest konieczność pracowania nad grą w przewadze.

Obserwatorzy zgodnie podkreślają, że całe zło w meczu z New York Rangers wzięło się ze słabej gry podczas przewagi. Brakowało strzałów, a nie trzeba być geniuszem, aby stwierdzić, że jak nie strzelisz, to guma nie wpadnie do siatki. A strzałów ewidentnie brakowało.

Największą obawę budzi jednak Jonathan Cheechoo. Mam wrażenie, że grając w trzeciej formacji po 10 minut na lodzie, nie dajemy sobie szansy na ewentualne odbudowanie Cheechoo. Grając nim ogony, bez najlepszych zawodników, możemy zapomnieć, że JC będzie w stanie ustrzelić choćby 25 goli. Senators w ten sposób zamrożą sobie kilka milionów dolarów, a wartość handlowa z każdym meczem spada.

Cieszą natomiast dwie rzeczy. Pierwsze, to fizyczność w grze (41-28 w bodikach na rzecz Ottawy). Potwierdza to, że Sens są w stanie walczyć mocno na bandach. Kolejny pozytyw to gol Petera Regina i asysta Erika Karlssona, który choć nie ustrzegł się błędu w defensywie (Senators stracili bramkę po błędzie młodego Szweda), to jednak sympatycznie jest zakończyć pierwszy mecz w NHL z punktem. Jakkolwiek to również zabrzmi, mimo porażki 2-5 Pascal Leclaire zagrał całkiem solidnie między słupkami bramki.

Jak to się mówi, pierwsze koty za płoty.
sixth sens

0 komentarzy: