2009/07/02

Rzecz o honorze

Sytuacja, w jakiej znaleźli się Ottawa Senators nie jest do pozazdroszczenia. Cała Heatleygate ma jednak znacznie szersze implikacje niż na pierwszy rzut oka się wydaje. Jedno natomiast jest pewne. Dany Heatley stał się wrogiem publicznym w Ottawie. Co więcej, sam wyrzucił się na margines.

Po lokaucie liga – bo w moim odczuciu sytuacja Senators i Heatleya wychodzi poza sam klub – nie spotkała się z tak poważnym brakiem porozumienia pomiędzy zawodnikiem, a klubem. Heatley żądając transferu naraził się nie tylko kibicom w Ottawie, swoim zachowaniem rozczarował zapewne wielu fanów hokeja, a także menedżerów czy dziennikarzy. Głośno swoje niezadowolenie okazał Brian Burke. Mike Gillis, jak tylko usłyszał o żądaniu hokeisty wycofał się z rozmów na temat Heatleya. Z dezaprobatą o zachowaniu hokeisty wypowiadał się również Andy Strickland, dziennikarz 1380 ESPN.

Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że ponoć popularny do niedawna w Ottawie Heater poprosił o transfer już kilka miesięcy temu. I nic tego już nie zmieni. Heatley zrobił jednak coś znacznie gorszego. Nie tylko postawił w trudnej sytuacji Senators, którzy podczas 1 lipca i otwarcia okienka transferowego mieli związane ręce, mówiąc kolokwialnie wypiął się również na Edmonton Oilers, którzy również uwiązali się w negocjacje z Sens. Nie wspomnę już o samopoczuciu Dustina Pennera, Andrew Cogliano i Ladislava Smida. Cała trójka siedziała na walizach czekając na decyzję jednego zawodnika.

Niektórzy komentatorzy uważają, że kiedy już Senators są zobowiązani do zapłacenia 4-milionowego bonusu Heatleyowi do klubu wpłynie więcej ofert za skrzydłowego. Ten miał ponoć powiedzieć, że zaakceptowałby transfer do Alberty, nie czuje się jednak komfortowo z faktem, że to Nafciarze przed 1 lipca będą zobowiązani do zapłacenia wspomnianego bonusu. Jeśli to prawda, ogarnia mnie pusty śmiech. To ewidentny dowód na chęć dogryzienia Senators – miałem tego nie pisać, ale nie powstrzymam się – klubowi który wyciągnął rękę do Heatleya, kiedy ten znajdował się niemal na dnie. Martin Havlat rozczarowany faktem, że nie dogadał się z Chicago Blackhawks napisał na swoim twitterze: „Istnieje coś takiego jak lojalność i honor”.

Heatley zarzuca również Murray’owi, że ten nie starał się zbytnio, aby znaleźć odpowiednią wymianę do klubu, w którym zawodnik chciałby grać, wierząc dodatkowo, że teraz będzie więcej zainteresowanych klubów. Ciekawe czy całe zachowanie dwukrotnego strzelca 50 goli w sezonie nie zniechęca większej ilości klubów niż on sam może sobie wyobrazić? Może wróg publiczny w Ottawie nie zdaje sobie sprawy, że całe zamieszanie wokół jego osoby nie zjednuje mu zwolenników? Heatley stawia się obecnie w roli ofiary, ogłaszając wszem i wobec, że klub wywierał na nim presje – przystawiając mu niemal broń do skroni – i zmuszając do transferu do Oil Country. Ofiara? Wolne żarty!

Nie mam pojęcia, co może stać się teraz. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to klub jest w znacznie gorszej sytuacji, zawodnik ma wszystkie karty i to on na koniec będzie wygrany. Pewne jest jedno. Nie wyobrażam sobie, aby Heatley założył kiedykolwiek bluzę Senators. Nawet, jakby miał odejść za przysłowiowy worek krążków.

Istnieje bowiem coś takiego jak lojalność i honor.
sixth sens

0 komentarzy: