Rzecz o Heatleyu
Zaniedbałem mocno bloga, i aż źle się z tym czuje. Na taką a nie inną sytuację złożyło się wiele czynników, od pracy, poprzez urlop, do – niestety – lenistwa. Czas chyba jednak przerwać marazm i wziąć się do roboty.
Pracując od zawsze na mailach – tak, wiem jak to brzmi – nauczyłem się jednego. Jak uczestniczę w komunikacji, która delikatnie mówiąc mocno mnie irytuje, dobrą praktyką jest odpisanie nadawcy, ale wstrzymanie się z wysłaniem odpowiedzi. Na jakiś czas. Bliżej nieokreślony. I po tym czasie, warto raz jeszcze przeczytać, co się napisało. Ten czas na ochłonięcie nie raz już dobrze mi zrobił.
W podobnej sytuacji znalazłem się, gdy będąc jeszcze na urlopie dostałem informację o tym, że Dany Heatley poprosił o transfer. Ian Mendes ze Sportsnet.ca w swoim stylu napisał, jaką drogę przeszli lub wciąż przechodzą kibice Ottawa Senators oswajając się z tą informacją. Przyznam, na początku zbagatelizowałem informację, myśląc rozejdzie się po kościach. W swojej naiwności uznałem to za kaczkę dziennikarską, plotkę etc. Potem przyszły inne odczucia: rozczarowanie, ciekawość – która zżera mnie do dziś – żal. Co ciekawe, nie było złości. Co prawda wciąż jestem rozczarowany i pogodziłem się z tym, że w przyszłym sezonie Heatley będzie zapewne grał, gdzie indziej, to jednak nie jestem wściekły na Heatleya, choć w moich oczach stracił. Być może znów byłem szalenie naiwny wierząc, że Dany coś tam zawdzięcza Ottawie, biznes i sport jednak mają swoje prawa. Nikt nikomu – z tego powodu, że kiedyś dał szansę [dał?] – nie jest nic winien. Nie ma więc złości, jest spore rozczarowanie.
Prawdą jednak jest, że choć takiej gwiazdy jak Heatley w Ottawie nie było dawno i pewnie znów długo nie będzie – choćby z faktu, że w NHL wielu takich nie ma – to jednak transfer Dany’ego może oznaczać szansę dla Senators. Na pewno nowy sezon będzie trudny, nie da się łatwo zastąpić dwukrotnego strzelca 50 goli w sezonie, jednak większa elastyczność pod czapką, daje Bryanowi Murrayowi szansę. I tego się trzymam. Szansy na nowe zabawki, które mam nadzieję mają szansę pojawić się już w najbliższy piątek, podczas draftu.
Z drugiej jednak strony, jestem sceptycznie nastawiony do ewentualnego zwrotu za Heatleya. Mam wrażenie, że sposób w jaki Dany załatwia sprawę znacznie obniża jego wartość rynkową, dodatkowo dochodzi kwestia 4-milionowego bonusu, jaki Heatley dostanie po 1 lipca. Dowodem mogą być choćby słowa Briana Burke’a. Składając całość do kupy – bouns, zastrzeżenia odnośnie charakteru, wskazanie listy klubów, do których Heatley zaaprobuje transfer – mam wrażenie, że wszyscy możemy się rozczarować. Nadmuchamy balon, który pęknie i zostanie po nim jedynie zgrzytanie zębami i jeszcze większa złość.
Nadzieja w samym Murray’u, który jak można przeczytać w kilku miejscach nie zamierza poddawać się żądaniom Heatleya i mimo niekomfortowej sytuacji wciąż zachowuje twarz, starając się wyciągnąć dla klubu jak najwięcej.
Całość nie zmienia faktu, że siedzę jak na szpilkach...
sixth sens

1 komentarzy:
świetnie że znów piszesz! Co do Heatleya... Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego zawodnika w stroju innym niż Senators... Obiło mi się o uszy że Rangers ostrzą sobie na niego zęby - zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Pozdrawiam!
Prześlij komentarz