12 marzec 2008

Tydzień w Kanadzie /3/

Gdyby chcieć porównać Ottawę i Toronto to trudno znaleźć kilka wspólnych cech. Te miasta są po prostu diametralnie różne. To pierwsze, stolica Kanady ma znacznie spokojniejszy charakter, drugie, stolica prowincji Ontario to kolebka wielokulturowości, finansowe centrum państwa. Oba mogą się podobać, choć żartobliwe i złośliwe określenie przez mieszkańców Toronto stolicy kraju mianem prowincji jest zrozumiałe.

Toronto to nowoczesna metropolia. Pełna szklanych wieżowców, tętniącego życia, pędu i hałasu. Prawda jednak jest, że nie różni się niczym od innych tego typu metropolii. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku i odpowiednich proporcji, mieszkanie w Warszawie, styl życia jest bardzo zbliżony.

Ottawa z kolei to miasto – chyba można spokojnie użyć tego sformułowania – urzędników. Czyste, o niskiej zabudowie [najwyższym budynkiem jest wieża parlamentu, niepisane prawo mówi, że nie może być w mieście wyższego budynku], przyjazne – jak stwierdził Wojtek – dla rodzin z dziećmi. Nie sprawdzałem statystyk, ale można iść o zakład, że przestępczość w Ottawie jest znacznie niższa niż w Toronto. Stolica Kanady zrobiła na mnie większe wrażenie. Oczywiście nie jestem do końca obiektywny, jednak życie w takim mieście bardzo by mi odpowiadało. Odpowiada mi również lokalizacja Scotiabank Place, określana przez niektórych – usłyszałem to od kolegi, który podobnie jak ja wybrał się na wojaże do Kanady – przepraszam za słowo, mianem zadupia. Trochę tak rzeczywiście jest, jednak Scotiabank Place z daleka jest widoczna, majestatycznie górując nad Kanatą, jedną z dzielnic Ottawy. Air Canada Center ginie w konfrontacji z otaczającymi ją budynkami. O halach jednak dziś nie będę pisał, postaram się znacznie wcześniej niż dotąd to robiłem wspomnieć o meczach, na których byłem.

Zostańmy przy miastach. Po Ottawie przyjemnie się spacerowało, przeszliśmy z Wojtkiem ładnych parę kilometrów wzdłuż kanału Rideau. Co ciekawe w czasie zimy, kiedy spuszczona nieco woda zamarznie wielu ludzi jeździ na łyżwach do pracy… Sympatyczne, jakże kanadyjskie, prawda? Dużo zieleni, a jako że byłem w Kanadzie na jesieni, wiele kolorów, od zieleni, przez różne odcienie żółci po eksplozje czerwieni. Widok dla oczu niesamowity. Tym bardziej, jak żyje się na co dzień w Warszawie – która określana mianem jednej z najbardziej zielonych stolic Europy – nie daje jednak możliwości takiego obcowania z naturą jak Ottawa. Najbardziej jednak wzrok przyciąga wzgórze, na którym stoi parlament. Dowodzą tego zdjęcia z Ottawy, nieustannie jednak wracałem myślami do tego budynku. Budynku charakterystycznego, w stylu jaki mi odpowiada, symbolu Ottawy. Przestrzenie, natura, bliskość Gatineau Park [prowincja Quebec], dobra drużyna NHL, bezpiecznie, do tego symbol Ottawy, przepyszny Beaver Tails. Wiele bym dał, aby tam żyć.

Co jednak ciekawe – i to pewnie ucieszy kibiców Toronto Maple Leafs – w Toronto bardziej czułem ducha hokeja. To było coś nieokreślonego, nienazwanego. Może Hockey Hall Of Fame, może świadomość, że jestem w mieście zespołu Orginal Six. Nie potrafię tego określić. Jednak chodząc po Toronto miałem wrażenie, że każdy róg ulicy tętni hokejem, że na ulicach ludzie mówią tylko o jednym. Przyjemne uczucie, miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś wielkim… Może nie wielkim, ale specyficznym, dla mnie – chłopaka z Polski, który dotąd nie miał okazji na żywo oglądać hokeja w wydaniu NHL i Kanady – niesamowitym.

Tydzień w Kanadzie /1/
Tydzień w Kanadzie /2/
sixth sens

0 komentarzy: