07 styczeń 2008

Canadiens: Problem Price'a

W tym sezonie, jak chyba w żadnym dawno, sporo kontrowersji wzbudzają bramkarze. O sytuacji w Ottawa Senators pisałem już tyle, że nie będę nawet wspominał. Ciekawie jest jednak również w innych drużynach. Huśtawkę nastrojów maja kibice Nashville Predators, gdzie rewelacyjnie sezon zaczął Chris Mason – zachęcając niektórych kibiców do zadania pytania Tomas Who? – aby niemal chwilę później straszyć swoimi występami. Pojawił się Dan Ellis, teraz rewelacyjnie pod nieobecność Marca-Andre Fleury w bramce Pittsburgh Penguins spisuje się Ty Conklin. A przecież jeszcze jest kilka klubów, w których sytuacja na bramce jest ciekawa, żeby wymienić choćby rywali z Northeast Division: Toronto Maple Leafs czy Boston Bruins.

Osobiście z dużym zainteresowaniem obserwuje to, co dzieje się w innej ekipie z dywizji, Montreal Canadiens. Kanadyjczycy postawili na młodego Carey’a Price’a. Zdobywca Calder Cup z Hamilton Bulldogs dosyć często w tym sezonie staje między słupkami bramki Habs i trzeba przyznać, w wielu meczach staje na wysokości zadania. Numerem jeden powinien jednak zostać Christobal Huet, a już, co bardziej gorące głowy rzucały pomysły oddania doświadczonego bramkarza. Prawdą jednak jest, że Montreal ma pewien problem. Bo, co innego zaczynać sezon z młodym bramkarzem, co innego rozegrać drugą część sezonu, kiedy ważą się lody występu w playoff.

A Price oprócz świetnych meczów, pokazuje – co zrozumiałe – problem z utrzymaniem stałego poziomu. I tu może pokazać się pewien problem. Huet i Price podzielili się dotąd niemal połową występów, ale teraz każde potknięcie może kosztować drużynę Guy’a Carbonneau ważne punkty. Kłopot w tym, że trzymanie Price’a teraz na ławce nie jest najlepszym rozwiązaniem. On musi grać. Może więc nie trzeba było w ogóle w tym sezonie stawiać na młodego bramkarza?

Ostatnio porażka Price była jego trzecia z rzędu i siódmą w ostatnich dziesięciu meczach. W tych trzech meczach Price tracił średnio cztery gole na mecz przy procencie wybronionych strzałów na poziomie 85 proc. W sezonie jest lepiej, statystyki nie są złe, ale pojawia się pytanie, co jest lepsze dla drużyny i samego zawodnika. Price musi grać więcej, aby stale się rozwijać. Canadiens jednak nie mogą przegrywać, a występy młodego Kanadyjczyka nie gwarantują w tej chwili sukcesów. Koło się zamyka. A Price – co według mnie byłoby najlepszym rozwiązaniem – powinien grać jeszcze w AHL.

Ciekawe, jak zachowają się Canadiens…
sixth sens

3 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Dodatkowo jest jeszcze Halak, co jeszcze podgrzewa temperature, zwiazana z wlasciwym wyborem konia, na ktorego warto postawic. Dylemat z pewnoscia jest, ale podejrzewam, ze to jeden z tych dylematow, ktory wielu GMow w lidze chcialoby miec.

Senator pisze...

Halak właśnie został powołany do NHL, kosztem wspominanego Price. Według mnie dobrze się stało, Price wzorem Raska powinien grać jak najwięcej. A problem bogactwa rzeczywiście jest przyjemny, pod warunkiem jednak, że ma się ludzi, którzy potrafią to zaakceptować.

Przykład Osgooda i Haska [dzielą się niemal po połowie występami] to jedna strona medalu, druga to sytuacja w Ottawie i ekscesy Emery'ego.

Anonimowy pisze...

Emery / Gerber wiekowo są w zupelnie innym punkcie swoich karier niż para Osgood / Hasek, więc trudno zakładać podobną chęć do dzielenia się liczbą meczów. Myślę, że obaj bramkarze Ottawy ciągle jeszcze chcą udowodnić sobie samym i sobie nawzajem (choć skrajnie innymi sposobami), że to właśnie jeden z nich jest jedynką i powinien bronić w miarę "na stałe".