18 maj 2005

Wade Redden - chłopak z sąsiedztwa

W środę, 18 maja w serwisie nhl.com.pl ukazał się tekst o Reddenie. Tam nie było miejsca na wszystkie informacje, jakie mogą się wydać kibicom Sens, i nie tylko im, dosyć interesujące. Postaram się przybliżyć kilka zdarzeń, jakie miały miejsce podczas dzieciństwa i dorastania Wade'a Reddena. I choć cała historia wydaje się zbyt 'różowa', muszę przyznać, że czyta się ją przyjemnie. Oto kilka epizodów.

* * * * *

Kanadyjskie Lloydminster, północny zachód prowincji Saskatchewan, niedaleko Hillmond. Granica z prowincją Alberta. Niewielka, [21 tysiące ludzi] biedna mieścina. Daleka od światowych konfliktów, afer. Cicha, spokojna i - jak pisze w portrecie Reddena Kathleen Harris z Ottawa Sun - przyzwyczajona do życia with a little money and a lot of love. Mieszkańcy o swoim miasteczku z uśmiechem mówią 'Silverdome'. Wokół niego rozsianych jest wiele farm. Wielu ludzi, aby kupić bochenek chleba czy mleko musi dojeżdzać, np. 30 kilometrów... Na jednej z takich farm dorastał Redden. To właśnie miejsce, które można nazwać 'Home of Wade Redden'.


(Lloydminster z lotu ptaka, foto: bordercity.com)

* * * * *

Brain Sheppard - od lat sprzedaje nowy i używany sprzęt hokejowy. Łyżwy, kije, kaski... czego dusza zapragnie. To u niego Wade Redden kupił swoje pierwsze łyżwy. Potem, już regularnie kupował u 'Shepa'. Łącznie dziewięć par. 'Zawsze kupował Bauera, do dziś gra w takich' - wspomina Sheppard - 'To była sama przyjemność, Wade zawsze był cichy, dobrze wychowany. Nigdy zbyt łatwo nie ulegał modzie' - dodaje. Ponoć nie kupował nowych łyżew dopóki nie wyrósł ze starych. Takim cichym i skromnym chłopakiem Redden pozostał do dziś. Gdy tylko kończy się sezon ucieka na zachód, w rodzinne strony, do przyjaciół i rodziców. Nie lubi zgiełku i zamieszania. 'When he comes home, he's not Wade Redden of the Ottawa Senators - he's Wade Redden from 10 miles north of town' - dodaje 'Shep'. I choć wszystko to wygląda wręcz nierealnie, całe miasteczko żyje sukcesem 'swojego' dziecka. Pieniądze go nie zmieniły. Do wszystkiego doszedł własną, ciężką pracą. To ich bohater, któremu zawsze będą kibicować. Na nich może liczyć. Gdy tylko Senators grają w Edmonton, w Rexall Place, zawsze jadą dwie godziny, aby go zobaczyć i trzymać za niego kciuki.

* * * * *

Rodzinny album wypełniony zdjęciami, kolejnymi etapami życia... pierwsza przejażdżka traktorem, Święta Bożego Narodzenia... kolejne puste jeszcze albumy czekają na swoją kolej... Ściany - szczególnie na piętrze - zapełnione zdjęciami rodzinnymi. W pokoju Reddena ściany pozaklejane plakatami. Na jednym z nich Muhammad Ali.


(Jedna z głównych ulic Lloydminster, foto: bordercity.com)

* * * * *

W miasteczku wszyscy żartują, że Redden zawsze gdzieś goni, spóźnia się. Na świat przyszedł dwa tygodnie po terminie - 12 czerwca 1977 roku. Był trzecim dzieckiem Pat [pielęgniarki] i Groda [farmera, jak to woli rolnika]. Ważył nieco ponad cztery kilogramy. Zawsze wyższy od rówieśników. Zawsze cichy, w cieniu niewiele starszego brata. Ponoć zaczął mówić dopiero w wieku trzech lat... Z bratem byli niemal, jak bliźniacy. Bart - brat Wade'a - zawsze mówił za nich dwóch. 'Mieli własne reguły, mogli zdemolować dom, nigdy jednak nie zrobiliby sobie krzywdy' - wspomina matka. Gdy tylko robiło się cieplej chłopaków trudno było utrzymać w domu. Nawet w deszczowe dni nie chcieli usiedzieć na miejscu. Wszystko, co było wystarczająco długie robiło za kij, coś co było okrągłe i dało się odbijać automatycznie stawało się piłką lub krążkiem. Po nocach grali w pokoju - krążek imitowały skarpetki.

* * * * *

Redden na łyżwach zaczął jeździć w wieku trzech lat. Dwa lata później rozpoczął regularne treningi. Trenował cztery razy w tygodniu. Dla wielu rodzin, a Reddenowie nie byli wyjątkiem, sobotnie seanse przed telewizorem w ramach Hockey Night in Canada były rytuałem. Gdy po meczu ogłaszano trzech najlepszych graczy meczu, Wade i Bart odgrywali scenki przed telewizorem, zbierając owację rodziny. Bart wspomina, że byli z Reddenem nie tylko braćmi, ale również przyjaciółmi. Otaczali ich także przyjaciele. Co lato wyjeżdżali ze swoimi sąsiadami - rodziną Mannsów - nad Loon Lake. Obie rodziny miały po dwóch synów i córkę, a znajomość sięgała pięciu pokoleń wstecz.

* * * * *

Życie rodzinnie uległo zmianie, gdy Redden dorósł. Szkoła, treningi, mecze, turnieje. Pomoc rodzicom na farmie. Pierwszym trenerem Wade'a był jego ojciec. Gord Redden w latach 70 grał w niższych ligach, w organizacji Red Wings. Od początku dopingował, inspirował Wade'a, nigdy na niego jednak nie naciskał. Nawet nie marzył, że jego młodszy syn będzie kiedyś graczem NHL. Redden zawsze grał ze starszymi od siebie - w grupie wiekowej starszego brata. W hokeju zawsze mieli inne zadania - Bart był napastnikiem, Wade obrońcą.

* * * * *

W szkole w Hillmond na jednej ze ścian wisi korkowa tablica, na której wiszą wycinki prasowe o absolwentach szkoły, którym się udało. Których Great Canadian Dream się spełnił. Poczytne miejsce na tablicy zajmuje Wade. Mary Rogers - nauczycielka angielskiego i muzyki - wspomina Reddena jako tego, który zawsze miał smykałkę do sportu, ale zawsze był aktywny, nigdy nie odmiawiając uczestnictwa choćby w zespołach tanecznych. Nauczycielka do dziś trzyma pierwsze wypracowanie Wade'a, które napisał o... hokeju. Był zdolnym i dobrym uczniem. Ricka Bella - innego nauczyciela - nie dziwi, że w Senators Redden jest asystentem trenera. Choć cichy i spokojny, zawsze był pierwszy do pomocy. Już w szkole dał się poznać jako typowy gracz zespołowy. Dla niego - co widoczne także dziś - zawsze najważniejsze było dobro zespołu. Pat Redden, zapytana o jakieś złe wspomnienia z dzieciństwa, wspomina tylko jeden incydent. Wade uderzył drzwiami jednego z nauczycieli. Siedząc wieczorem w domu, był nadzwyczaj spokojny. Czekał na telefon ze szkoły. Gdy tylko usłyszał dźwięk dzwonka rozpłakał się i pobiegł do swojego pokoju. Bał się zawieść ojca...

* * * * *

Dosyć szybko okazało się, że sport jest tym, co najbardziej pochłania Wade'a. Nawet dziewczyny go tak nie interesowały, jak hokej. Zwrotnym punktem w karierze Reddena jest rok 1993. Wtedy to Redden trafił do Brandon Wheat Kings [WHL]. Ojciec był załamany. To był koniec pewnej części ich życia. Brandon leżało dziewięc godzin jazdy od domu, Wade miał 16 lat. 'Czułem się fatalnie, to najgorsze uczucie dla ojca, odsyłać syna z domu' - wspomna ten epizod Gord. Kelly McCrimmon - wtedy GM Brandon - przyznał, że Reddena obserwowali już od czasu, gdy ten skończył 14 lat. Ściągnięcie Wade'a do Wheat Kings - wspomina McCrimmon - 'kosztowało' zespół półtora roku przekonywania rodziców Reddena. Kolejne trzy lata spędzone w WHL były wręcz rewelacyjne. Wielu równieśników Wade'a łapało kontuzje, one jego jednak unikały. W swoim pierwszym sezonie w Brandon został wybrany debiutantem ligi. Z reprezentacją Kanady zdobył dwa złote medale na Mistrzostwach Świata Juniorów. McCrimmon opisuje Reddena, jako gracza, który potrafi świetnie zachować się pod presją, nie panikuje, ma świetny przegląd pola. Problemem dla Reddena była jednak tęsknota. Z tą jednak musiał nauczyć się żyć.

* * * * *

W 1995 Redden został wybrany z numerem drugim w drafcie. Trafił do New York Islanders. Na początku stycznia 1996 przeszedł do Ottawa Senators. Wtedy Gord miał pewne obawy o przyszłość syna. Trafił do słabej drużyny mającej w dodatku problemy z zarządzaniem organizacją. To jednak się szybko zmieniło, gdy do klubu trafił m.in. Jacques Martin. Od tego czasu Gord uważał, że transfer do Ottawy był najlepszym, co mogło się trafić jego synowi.


(Podczas pierwszej rundy playoff przeciwko Islanders w sezonie 2002-03,
foto: ottawasenators.com)
* * * * *

W NHL zadebiutował 5 października 1996 roku w meczu przeciwko Montreal Canadiens. 'You work hard and you think about playing in the NHL since you're three years old. Then game No. 1 comes and it kind of evolves. You can't believe you're really there' - wspomina Redden - 'You have to sit back and say, 'Wow, you're in the NHL now. That happened really fast'. Debiut syna w telewizji oglądali rodzice. Zapewne mocniej podekscytowani, niż syn. Transmisja była prowadzona w języku francuskim, to jednak nie przeszkadzało Gordowi, gdy widział, jak syn w debiucie zdobywa gola dla swojej drużyny. W pierwszym strzale, jaki oddał na bramkę Habs! W 79-letniej wtedy historii NHL był to ósmy taki przypadek. Dla rodziców było wręcz niewyobrażalne, jak ich 19-letni syn walczy z takimi tuzami jak Jagr czy Lemieux. Redden został wybrany trzecią gwiazdą wieczoru. Oglądali go już nie przed telewizorem, lecz na żywo z Corel Centre...

* * * * *

Działalność charytatywna. Prowadzi ją wielu zawodników, wielu ludzi, którym się udało. W przypadku Reddena jednak fakt pomocy dzieciom z Children's Hospital of Eastern Ontario nie dziwi i nie przynosi na myśl żadnych złych skojarzeń. Już w swoim pierwszym sezonie w NHL wykupił dla dzieci i ich gości luksusowy box w Corel Centre. Dzieciom przysługują darmowe posiłki, napoje, każdorazowo dostają podpisane przez Reddena pamiątki. Tak zaczął się 'Wade's World'. Co sezon Redden wykupuje na nowo miejsca dla swoich 'najwierniejszych kibiców'.

* * * * *

'I love the game and still have a lot of fun. Just that feeling you get when you have a win. That's where it all starts. That's where the money comes from, but it's just a love of the game. It's always going to be that'.
Słowa Reddena sprawiają, że dziś - tak, jak dla niego kiedyś Gretzky - teraz on jest dla wielu młodych chłopaków wzorem do naśladowania. Tak, jak dla 11-letniego Cody Jansa z 'Silverdome'. On che być, taki jak Wade Redden. To jego marzenie.


0 komentarzy: